Limetka.pl – Portal Finansowy
GENERAL ELECTRIC+11.000123
SONY INC+125.10
SAMSUNG-25.10
APPLE INC-125.10
MICROSOFT-1.0068
GOOGLE-5.00631
YAHOO-22.244
NASDAQ-25.10
ENVATO+25.10
MET CREATIVE+107.600
TOTAL-0.4350
TOYOTA-0.0007
SIEMENS+0.0069
ASELSAN-1.0015
DOW JONES-140
S&P 500-41
GLOBAL DOW REALTIME-13.42

Oto najlepsze miejsca pracy na świecie

Posted on 0

Great Place to Work ogłosił po raz czwarty listę Najlepszych Międzynarodowych Miejsc Pracy na świecie. Trzy pierwsze miejsca zajmują firmy z sektora IT: Google, SAS Institute i NetApp. Te same firmy i dokładnie w tej samej kolejności otwierały także ubiegłoroczną listę TOP 25 na świecie. Potwierdza to wnioski płynące z analiz prowadzonych przez Great Place to Work: najlepsi stają się wciąż jeszcze lepsi.

 

I tym razem, podobnie jak to miało miejsce przy ogłoszeniu listy europejskiej, dostrzeżone zostały świetne wyniki Polski, która zanotowała najwyższy, bo aż 18 procentowy wzrost wskaźnika Trust Index, obrazującego kluczowy dla finalnej oceny organizacji poziom zaufania pracowników do firmy.

 

Tegoroczną listę Top 25 na świecie, zdominowały firmy z sektora IT – stanowiły 36% laureatów. Drugą silnie reprezentowaną branżą była produkcja i wytwarzanie (28%). Usługi finansowe oraz sektor hotele i restauracje wprowadziły na listę po 3 firmy, co przekłada się na 12 procentowy udział każdej z tych branż. W tym roku na liście najlepszych z najlepszych nie pojawiła się natomiast żadna firma z sektora farmaceutycznego.

Lp. Firma Sektor
1. Google Technologie informatyczne
2. SAS Institute Technologie informatyczne
3. NetApp Technologie informatyczne
4. W.L. Gore & Associates Wytwarzanie i produkcja
5. Belcorp Handel detaliczny
6. Microsoft Technologie informatyczne
7. Marriott Hotele i restauracje
8. Monsanto Wytwarzanie i produkcja
9. Cisco Technologie informatyczne
10. American Express Usługi finansowe i ubezpieczenia
11. Scotiabank Usługi finansowe i ubezpieczenia
12. S.C. Johnson Wytwarzanie i produkcja
13. Autodesk Technologie informatyczne
14. Telefonica Telekomunikacja
15. National Instruments Wytwarzanie i produkcja
16. Fedex Corporation Transport
17. Atento Technologie informatyczne
18. EMC Technologie informatyczne
19. Daimler Usługi finansowe i ubezpieczenia
20. Diageo Wytwarzanie i produkcja
21. Hyatt Hotele i restauracje
22. Mars Wytwarzanie i produkcja
23. Accor Hotele i restauracje
24. eBay Technologie informatyczne
25. The Coca-Cola Company Wytwarzanie i produkcja

25 Najlepszych Miejsc Pracy na świecie wybieranych jest spośród ponad 6 200 firm – laureatów konkursu Great Place to Work w około 50 krajach, w których działa Instytut. Razem firmy te zatrudniają ponad 11,5 miliona pracowników, co czyni coroczne badanie Great Place to Work największym tego typu badaniem na świecie.

 

Stworzyć wspaniałe miejsce pracy w skali kraju i uzyskać miejsce na krajowej liście Najlepszych Miejsc Pracy to dla każdej firmy duże osiągnięcie. Trafić do światowej czołówki 25 najlepszych z najlepszych oznacza sprostać znacznie większemu wyzwaniu. Światową listę TOP 25 tworzą firmy, którym udało się zakwalifikować na listę Najlepszych Miejsc Pracy w co najmniej 5 krajach, zatrudniają na świecie ponad 5 tysięcy pracowników, z których co najmniej 40% pracuje poza krajem, w którym firma ma siedzibę główną.

 

Tegorocznym zwycięzcą pod względem wprowadzenia największej liczby firm na Listę TOP 25 jest Meksyk: aż 20 firm znalazło się na liście m.in. dzięki wynikom ich meksykańskich oddziałów. Dobrym wynikiem może się także pochwalić Brazylia (13 firm na liście) oraz Indie, Niemcy, Ameryka Środkowa, USA, Hiszpania i Wielka Brytania – każdy z tych krajów, w tym Ameryka Środkowa jako cały region, reprezentowany jest na Liście przez 12 firm. Polsce, dzięki wynikom rodzimych oddziałów, udało się przyczynić do sukcesu 6 międzynarodowych firm. Są to SAS Institute, Microsoft, S.C. Johnson, EMC, Daimler, Mars.

 

 

Badania jakości miejsc pracy prowadzone są przez Instytut Great Place to Work od ponad 25 lat w blisko 50 krajach na świecie. Badanie składa się z dwóch modułów: audytu kultury organizacji (Culture Audit) oraz ankiety pracowniczej (wskaźnik zaufania w firmie, Trust Index). O pozycji danej firmy na Liście decyduje łączna ocena obu aspektów, ale wyniki ankiety pracowniczej stanowią aż 2/3 końcowej oceny. Kluczowy dla badania Great Place to Work Trust Index wyliczany jest na podstawie odpowiedzi pracowników na 58 pytań.

 

Źródło: Informacja prasowa

Posted in Biznes, Finanse, Marketing i reklama, Niezbędnik przedsiębiorcy, Świat, Wiadomości | Tagged , , , , , , ,

Dane w chmurze? Firmy muszą zaufać.

Posted on 0

W przedsiębiorstwach, gdzie istnieją działy IT coraz częściej wprowadzane jest zarządzanie i przetwarzanie danych w chmurze. Także zwykli konsumenci na co dzień korzystają z usług cloud computing, chociaż często nie zdają sobie z tego sprawy. Czy jednak dane przechowywane w chmurze są bezpieczne?

Podejmując decyzję o korzystaniu z cloud computing firmy chcą usprawnić u siebie procesy przetwarzania i zarządzania danymi w taki sposób, aby działy IT mogły jak najszybciej zadziałać i niwelować wszelkie zagrożenia związane z przeciążeniem serwerów i tym samym maksymalnie skrócić czas oczekiwania na rozwiązanie problemów. Takie rozwiązanie umożliwia firmie skuteczniejsze działanie, co przekłada się wyższe zarobki i nie pozostawanie w tyle za konkurencją. Decyzja o przetwarzaniu i zarządzaniu danymi w chmurze jest świadomie podejmowana przez przedsiębiorców, jednak warto wiedzieć, że niesie to za sobą również pewne zagrożenia. Przy tym rozwiązaniu dane firmy znajdują się bowiem na serwerach, które są udostępnione online. Zatem jednym z istotnych czynników, który powinien mieć wpływ na podjęcie tej decyzji jest zaufanie.

Piotr Kupczyk z Kaspersky Lab Polska tłumaczy, aby przed wyborem usług cloud computing dokładnie przyjrzeć się wszystkim dostawcom i wybrać tego, który może pochwalić się renomą na rynku i może zaoferować czas na analizę tego, jakie informacje powinny trafić do chmury, a jakie bezpieczniej będzie przechowywać lokalnie. Dodaje też, że nie wszystkie dane powinny być przekazywane do chmury, zwłaszcza jeżeli nie jest potwierdzone korzyściami dla płynności biznesu.

W kwestii bezpieczeństwa danych będących w chmurze zdania są podzielone. Zwolennicy tego rozwiązania są zdania, że największe koncerny oferujące tą usługę, takie jak Microsoft, Google, Amazon Web czy VMWare posiadają w swoich szeregach najlepiej najlepszych specjalistów IT, a także przeznaczają ogromne kwoty na zagwarantowanie bezpieczeństwa danych znajdujących się w chmurze.

Krzysztof Urban, dyrektor zarządzający w firmie mytaxi, która ma doświadczenie w korzystaniu z rozwiązań cloud computing, zauważa jednak, że tak naprawdę nikt nie dysponuje całkowitą kontrolą nad siecią, a dane przechowywane w chmurze nigdy nie będą lepiej chronione od tych znajdujących się na naszym prywatnym, realnym dysku. Należy pamiętać, że dane przekazywane do chmury znajdują się w fizycznych centrach danych, a to oznacza, że obracają się też w różnych systemach prawnych i objęte są lokalną jurysdykcją. Warto zatem zapoznać się z przepisami prawnymi obowiązującymi w kraju, gdzie przetrzymywane są nasze dane. Fizyczność danych jest również zagrożeniem ze strony osób niepowołanych, dlatego dokonując wyboru firmy, która będzie zarządzała naszymi danymi warto zwrócić uwagę nie tylko na zabezpieczenia sieciowe, ale też fizyczne. Dane mogą zostać utracone także w wyniku awarii urządzeń, dlatego warto sprawdzić, czy są one przechowywane na kopiach bezpieczeństwa.

Natomiast konsument korzystający z usługi cloud computing koniecznie powinien zadbać o trudne hasło otwierające mu wejście do chmury, a także, aby nie było ono takie samo jak te wykorzystywane do innych usług online. Bezpieczeństwo naszych danych zależy również od odpowiedniego szyfrowania. Warto upewnić się, że usługodawca zapewnia szyfrowanie procesu logowania (SSL), a także najważniejsze certyfikaty bezpieczeństwa (VPN).

Joanna Walerowicz

limetka.pl

Posted in Biznes, Finanse, Inwestycje, Komentarze rynkowe, Niezbędnik przedsiębiorcy, Polska, Pomysł na biznes, Spółki, Startup, Wiadomości | Tagged , , , , , , , , ,

Wysokości wynagrodzeń menedżerów spółek z udziałem Skarbu Państwa będą jawne

Posted on 0

Ministerstwo Skarbu Państwa przygotowało założenia do nowej ustawy o nadzorze i uprawnieniach. Proponowane przepisy odnoszą się do członków zarządów i rad nadzorczych spółek, w których ponad 50 procentowy udział należy do Skarbu Państwa.

Treść projektu jest rewolucyjna. Jego założenia określają bowiem brak ograniczeń w wysokości wynagrodzenia. Dziś menedżer takiej spółki może zarabiać miesięcznie nawet 24 tys. zł. Z tej przyczyny wiele przedsiębiorstw omija te zapisy podpisując umowy cywilnoprawne.

Szczegółowy wykaz podmiotów objętych nowymi regulacjami zostanie opublikowany w osobnym rozporządzeniu. Nie ma jeszcze jednoznacznej decyzji, czy menedżerowie będą zatrudniani w ramach umowy o pracę, czy umów cywilnoprawnych. Resort skarbu państwa jak na razie nie skomentował tej sprawy. Potwierdza jednak, że projekt nowych założeń został już przekazany do Rządowego Centrum Legislacji.

W swoich założeniach MSP zawarło również propozycję obniżenia wysokości odpraw. Zgodnie z nową procedurą będą one przysługiwać wyłącznie tym, którzy osiągną wiek emerytalny i zaczyna pobierać świadczenie, przejdą na rentę lub miejsce pracy zostanie zlikwidowane.

W projekcie został sformułowany także zapis o jawności informacji dotyczących wysokości płacy członków rad nadzorczych i zarządów oraz o tworzeniu regulaminów wynagradzania w przedsiębiorstwach. Te informacje wraz ze stosownymi dokumentami źródłowymi byłby publikowane w Biuletynie Informacji Publicznej. Resort proponuje także zmiany w ustawie o ograniczaniu prowadzenia działalności gospodarczej przez osoby pełniące funkcje publiczne. Chodzi głównie o objęcie przepisami o obowiązku składania oświadczeń majątkowych osób będących w firmach prezesami, wiceprezesami i członkami zarządu.

W opinii niektórych ekspertów i menedżerów tzw. „ustawa kominowa” potrzebuje zmian i popierają oni prorynkowość oraz jawność rozwiązań, jednak są oni przeciwni publicznemu informowaniu o wysokości wynagrodzeń menedżerów.

Joanna Walerowicz

limetka.pl

Posted in Biznes, Finanse, Niezbędnik przedsiębiorcy, Polska, Prawo, Spółki, Wiadomości | Tagged , , , , , , , , , , , , , ,

Przywileje podatkowe dotkną tylko dużych przedsiębiorców

Posted on 0

Resort finansów chce nagradzać uczciwe przedsiębiorstwa dodatkowymi przywilejami. Chodzi jednak o jednostki, które zatrudniają kilkaset osób. W opinii niektórych ekspertów takie działanie sugeruje dyskryminację mniejszych podmiotów.

Ministerstwo Finansów jest w końcowej fazie prac nad projektem ustawy o administracji podatkowej, w której jednym z założeń ma być wdrożenie instytucji autoryzowanego podatnika. Uzyskanie takiego statusu oznaczałoby dla przedsiębiorcy jednoczesne pozyskanie wielu przywilejów. Mógłby on liczyć na wstrzymanie wykonania decyzji do momentu uprawomocnienia się orzeczenia sądu administracyjnego, szybsze odzyskanie podatku lub nadpłaty czy skrócenie czasu przeprowadzania kontroli. Nowe regulacje w pierwszej kolejności miałyby obejmować największe firmy, np. przedsiębiorstw zatrudniających co najmniej 1000 osób i odprowadzających 10 mln zł podatku lub mniejszych podmiotów zatrudniających 100 pracowników i płacących 2 mln zł daniny. Wszystkich podatników mają dotyczyć tylko zmiany w oprocentowaniu odsetek.

Podobne propozycje przedstawiło Ministerstwo Gospodarki, które w upublicznionych w zeszłym tygodniu rekomendacji do projektu ordynacji podatkowej przedstawiło koncepcje karty rzetelnego podatnika. Urząd skarbowy jej posiadaczowi miałby zwracać na czas podatek VAT i nie przeprowadzać u niego kontroli z wyjątkiem doraźnych. Taki podatnik mógłby też załatwiać sprawy w terminie umówionym z urzędem.

Za pakiet takich przywilejów uczciwy przedsiębiorca musiałby w zamian udostępnić fiskusowi stały wgląd do ksiąg podatkowych oraz dowodów księgowych w formie elektronicznej. Kwestia jednak jest taka, że ta propozycja resortu gospodarki jest skierowana głównie do większych podatników.

Takie rozwiązanie budzi wątpliwości ekspertów.

Monika Ławnicka, doradca podatkowy i menedżer w Accreo twierdzi, że najwięcej tych wątpliwości dotyczy ograniczenia grupy podatników mających możliwość starania się o taki status do dużych firm, zatrudniających dużą liczbę pracowników i uiszczających wysokie sumy podatku, czyli generujących spore dochody. Jej zdaniem wprowadzenie takich warunków może być dyskryminujące zwłaszcza w stosunku do małych, lecz rzetelnych podatników.

Według Mariusza Korzeba, doradcy podatkowego i eksperta Pracodawców RP, jeśli ustawodawca chce stwarzać zaufanie obywatela do państwa, to nie powinien dzielić przedsiębiorców na dużych i małych. Dodaje też, że w tej kwestii powinny zostać uwzględnione zasady demokratycznego państwa określone w Konstytucji, a zwłaszcza zasada równości wobec prawa.

Jednocześnie eksperci podatkowi podkreślają, że z ostateczną oceną trzeba zaczekać, aż resort finansów poda szczegóły swoich rozwiązań.

Joanna Walerowicz

limetka.pl

Posted in Biznes, Finanse, Niezbędnik przedsiębiorcy, Polska, Prawo, Prawo podatkowe, Spółki, Wiadomości | Tagged , , , , , , , , ,

Małe i średnie nie mają łatwo na giełdzie

Posted on 0

Sektor małych i średnich przedsiębiorstw mocno odstaje od średniej europejskiej w kwestii udziału akcji i obligacji w ich finansowaniu. W ubiegłym roku w Unii Europejskiej emisje obligacji odpowiadały za 2 proc. środków uzyskanych przez małe i średnie przedsiębiorstwa, przy czym w Polsce było to tylko 0,5 proc. Emisje akcji posiadały 2,4 procentowy udział w finansowaniu tej grupy podmiotów. W całej Unii Europejskiej było to natomiast 5,4 proc. Nadal formami finansowania, które cieszą się największym zainteresowaniem są kredyty handlowe i bankowe, debety na rachunku i leasing.

Były członek giełdy i aktualny prezes firmy BTFG Adam Ruciński wyjaśnia, że takie działanie ma miejsce, ponieważ rynek kapitałowy jest regulowany przez wiele regulacji, których celem jest ochrona niedużych inwestorów. Wiele niedużych spółek nie może sprostać tym regulacjom. Na przykład nawet, aby wejść na rynek przeznaczony dla małych spółek trzeba posiadać określony kapitał, a notowanie na tym rynku wiąże się z koniecznością ponoszenia comiesięcznych kosztów wynoszących kilka lub nawet kilkanaście tysięcy złotych.

Notowanie na rynku giełdowym wiąże się także ze wypełnianiem określonych obowiązków informacyjnych. Co się zaś tyczy start-upów, czyli podmiotów dopiero debiutujących na rynku, decyzje zmieniane są szybciej niż w dłużej funkcjonującej i istniejącej na rynku firmie. W takich przypadkach zarząd zazwyczaj musi tłumaczyć się ze swoich decyzji inwestorom posiadającym pakiety akcji, co dodatkowo utrudnia sprawę,

Zdaniem Rucińskiego dopiero, gdy prowadzi się biznes na większą skalę, bycie spółką publiczną ma sens. Inwestorzy także niechętnie chcą być akcjonariuszami początkujących, małych i innowacyjnych przedsiębiorstw. Takie młode spółki często nie mogą rozwinąć działalności i szybko upadają. O ile wyspecjalizowani inwestorzy instytucjonalni mogą poczynić takie ryzykowne inwestycje, o tyle inwestorzy indywidualni nie godzą się na to.

Od 2013 r. na rynku NewConnect zwiększyła się liczba wymogów m.in. w zakresie wartości kapitału własnego spółek wchodzących na tą giełdę, a także obowiązki informacyjne. Od września takie zmiany weszły w życie na rynku papierów dłużnych.

Zmiana polityki na bardziej radykalną i bardziej rygorystyczne wymogi dla debiutantów odbiły się już na NewConnect, gdzie w obecnym roku liczba debiutów zmalała do 18. W ubiegłym roku w tym samym czasie na rynku było już 36 nowych podmiotów. Warto podkreślić, że wielu inwestorów nabywających akcje lub obligacje spółek w dalszej kolejności wymaga notowania papierów na regulowanej lub alternatywnej giełdzie.

W opinii zdecydowanej większości ekspertów z rynku finansowego zaostrzone wymagania mogą części spółek utrudnić lub całkowicie odciąć dostęp do kapitału, ale na teraźniejszym etapie są konieczne, ponieważ mają zapewnić poprawienie jakości tego rynku.

Joanna Walerowicz

limetka.pl

Posted in Biznes, Europa, Finanse, Giełda Papierów Wartościowych, Inwestycje, Komentarze rynkowe, Marketing i reklama, Niezbędnik przedsiębiorcy, Polska, Spółki, Wiadomości | Tagged , , , , , , , , , , , , , , , ,

Rusza kampania społeczna KREDYTOBRANIE 2.0. Dobre praktyki konsumenta

Posted on 0

Legislatorzy – polski i europejski – podejmują mnóstwo inicjatyw, zmierzających do podniesienia poziomu ochrony praw konsumenta i kredytobiorcy, kierując się słusznymi celami społecznymi. Planują doprowadzić do ograniczenia nadmiernego zadłużenia, przeciwdziałania zjawisku niewypłacalności. Czy wystarczy to do osiągnięcia tak opisanych celów wyłącznie poprzez zwiększanie obowiązków prawnych po stronie przedsiębiorców?

 

Czy cele te zrealizuje wyłącznie wymuszanie na firmach odpowiedniego do oczekiwań legislatorów poziomu realizacji zasady odpowiedzialnego kredytowania? Na pewno potrzeba także wzmocnienia kompetencji etycznych i finansowych po stronie kredytobiorcy. Dlatego Konferencja Przedsiębiorstw Finansowych rozpoczyna kampanię edukacyjną skierowaną do kredytobiorców – KREDYTOBRANIE 2.0. Dobre praktyki konsumenta.

 

ERA KONSUMENTA I ODPOWIEDZIALNOŚĆ BIZNESU 

 

Kryzys finansowy z całą bezwzględnością unaocznił, jak ważne jest monitorowanie praktyk biznesowych rynku finansowego, by uniknąć powtórki z kryzysowych doświadczeń. Odpowiedzią na wnioski z analizy przyczyn kryzysu jest poszerzanie zakresu regulacji działalności uczestników rynku finansowego, zintegrowanie nadzoru nad europejskim rynkiem finansowym.

 

Temu zjawisku towarzyszy  zwiększenie zakresu ochrony praw konsumenta, co stało się głównym celem polityki konsumenckiej w Europie. Tej tendencji podporządkowany jest też polski proces legislacyjny, silnie wzmacniając pozycję konsumenta w relacji do biznesu. Na rynku kredytowym oznacza to istotne zwiększenie zakresu obowiązków kredytodawców, skomplikowanie procesu operacyjnego, zwiększenie nakładów na compliance. Wszystko po to, by wymusić zmiany w podejściu do realizacji w praktyce rynkowej zasady odpowiedzialnego kredytowania; ergo, by, skutecznie przeciwdziałać nadmiernemu zadłużeniu konsumentów, zjawisku niewypłacalności, ale też pośrednio powinno się przyczyniać do  skutecznej ochrony praw kredytobiorców w procesie windykacji i egzekucji należności.  – Wydaje się, że obowiązki kredytodawców kredytu konsumenckiego odnoszące się do zasady odpowiedzialnego kredytowania nigdy wcześniej nie były tak liczne,  interpretacja przepisów w tym zakresie nigdy nie rodziła tak wielu wątpliwości, a ich niewykonywanie nie było zagrożone tak dolegliwymi karami – ocenia Andrzej Roter, Dyrektor Generalny KPF.  

 

DRUGA STRONA MEDALU

 

Czy wystarczy maksimum odpowiedzialności po stronie kredytodawców, by efektywnie na rynku kredytowym zrealizować słuszne cele ochrony praw konsumentów? Dane uzyskane w badaniach, przeprowadzonych w III kwartale 2014 roku przez Instytut Rozwoju Gospodarczego SGH i KPF, na reprezentatywnej grupie gospodarstw domowych, powinny być wzięte pod uwagę odpowiadając na tak postawione pytanie. Raport zawiera między innymi odpowiedź na pytanie specjalne, które brzmiało: Istnieje pewna grupa gospodarstw domowych w Polsce, mających problemy z terminową obsługą zobowiązań kredytowych. Jaka jest w Państwa opinii główna przyczyna tych problemów. Identyczne  zadano w roku 2008, czyli jeszcze przed wybuchem kryzysu. Struktura odpowiedzi wykazuje, że w percepcji gospodarstw domowych najistotniejszą przyczyną nie są wypadki losowe, powszechnie uznawane za pierwszorzędne. Te znajdują się dopiero na drugim miejscu. Najważniejszą przyczyną nieterminowej obsługi kredytu w opinii samych konsumentów jest  lekkomyślne zaciąganie zobowiązań, brak właściwego planowania wydatków i dochodów, co pociąga za sobą zaciąganie przez gospodarstwa domowe zobowiązań kredytowych na granicy wydolności ich własnych budżetów domowych.

 

Interesujące, że ocena skłonności do zaciągania zobowiązań kredytowych lekkomyślnie, na granicy zdolności własnego budżetu jest tym wyższa, im młodszy i lepiej wykształcony respondent. Najstarsze grupy wiekowe i najgorzej wykształceni, w porównaniu do grup młodszych i lepiej wykształconych, ok. 2 razy rzadziej uznają, że skłonność taka występuje. Ponadto najsilniej jest deklarowana opinia o występowaniu takiej postawy w przypadku mieszkańców dużych miast. Warto zauważyć również, że osoby już zadłużone i mające duże problemy wskazują raczej na przyczyny losowe takiego stanu. Natomiast osoby bezproblemowo i z małymi problemami obsługujące zobowiązania twierdzą, że w większym lub decydującym stopniu przyczyna leży w lekkomyślnej, nieodpowiedniej zatem postawie wobec zaciągania zobowiązań. – Nie wystarczy odpowiedzialność po stronie biznesu, by zapewnić skuteczną realizację takich celów, jak przeciwdziałanie nadmiernemu zadłużeniu albo niewypłacalności. Istnieje potrzeba  większej odpowiedzialności, wzmocnienia kompetencji etycznych po stronie kredytobiorców. Korzyści z tego osiągną wszyscy konsumenci, także ci chrakteryzujący się właściwymi postawami i rzetelnym podejściem do zaciągania zobowiązań, bowiem stworzona zostanie przestrzeń do zwiększonej konkurencji.  – komentuje Andrzej Roter, Dyrektor Generalny KPF.

 

KREDYTOBRANIE 2.0 CZAS ZACZĄĆ

 

Wbrew obiegowym opiniom, choćby ze względu na koszty nieregularnych należności w swoich portfelach, generowanych tylko przez kredytobiorców, którzy już w momencie zaciągania zobowiązań mają świadomość, iż nie będą mogli ich spłacić, kredytodawcy chcą mieć do czynienia z odpowiedzialnym partnerem. I to właśnie  cel inicjowanej przez KPF kampanii społecznej KREDYTOBRANIE 2.0. DOBRE PRAKTYKI KONSUMENTA. Jej narzędziem jest dokument o tej samej nazwie, którego treść jest  poddawana szerokim konsultacjom społecznym. Zawiera on katalog porad i komentarzy, w bardzo syntetyczny i przystępny sposób objaśniających, jakimi zasadami konsument powinien się kierować przy zaciąganiu zobowiązania kredytowego. To zaś pozwoli uniknąć konsekwencji związanych z nieostrożnym zaciąganiem kredytów. Dokument podkreśla potrzebę racjonalnego, rozważnego, ostrożnego, ale i etycznego podejścia do zaciągania kredytu. Trafił on do  wielu podmiotów, których zadaniem statutowym jest ochrona praw konsumentów, z apelem o włączenie się do kampanii. Do jego udostępniania swoim klientom-kredytobiorcom zapraszani są też przedsiębiorcy. – Podobnie jak Internet dojrzewał do interaktywności – poziomu Web 2.0 i momentu, w którym sami użytkownicy zaczęli tworzyć treść, chcielibyśmy, by to kredytobiorca stał się Kredytobiorcą 2.0, a przez to – dla kredytodawców pełnoprawnym, odpowiedzialnym partnerem, świadomym swych decyzji kredytowych. Proces otwartej, stałej konsultacji, w tym zaproszenie do niej kredytobiorców, ma zapewnić, że również oni aktywnie będą mogli wpływać na treść dokumentu KREDYTOBRANIE 2.0. Stąd nazwa kampanii KPF – wyjaśnia Paweł Rogalski, odpowiedzialny za realizację projektu. Treść poszczególnych zasad, między innymi poprzez konsultacje z interesariuszami rynku finansowego, w tym Komisją Etyki KPF i samymi konsumentami, będzie sukcesywnie aktualizowana i uzupełniana.

 

– W praktyce Komisji Etyki KPF zauważamy, że początkiem wielu trudnych sytuacji na linii konsument – instytucja finansowa jest brak świadomości finansowej po stronie konsumenta oraz pewna jego lekkomyślność. Poprzez KREDYTOBRANIE 2.0 chcielibyśmy udostępnić konsumentom informacje na temat kluczowych zasad bezpieczeństwa postępowania na rynku finansowym oraz ośmielić ich do poszerzania wiedzy na ten temat – mówi Andrzej Mańkowski, przewodniczący KE.

 

Kampania wpisuje się w szereg działań o charakterze life long learning, rekomendowanych już w 2007 roku przez Komisję Europejską. Zakładają one, że edukacja finansowa ze względu na zmieniający się rynek usług finansowych, powinna być postrzegana jako proces ciągły, co umożliwia konsumentom podejmowanie świadomych decyzji, a pośredników motywuje do konstruowania inteligentnych i odpowiedzialnych produktów[1]. Z kolei OECD (Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju) przedstawiła rekomendacje zasad i dobrych praktyk w tym zakresie, które mogą stać się drogowskazem dla rozwiązań na szczeblu krajowym. Wśród nich znajdujemy m.in. zalecenie, by rządy i interesariusze promowali obiektywną i etyczną edukację finansową – powinna ona stać się dobrą praktyką w działalności instytucji finansowych, poprawiając ich wiarygodność. Do najistotniejszych rekomendacji należy ta, która wskazuje, że edukacja finansowa powinna się koncentrować w szczególności na aspektach związanych z finansami osobistymi, w tym z popadaniem w zadłużenie. – Tylko wtedy, gdy dobrze rozumiemy, z czym się wiąże zaciągnięcie kredytu, możemy bezpiecznie z niego korzystać z pożytkiem dla nas, nie narażając się przy tym na negatywne konsekwencje – mówi Krzysztof Grabowski, Doradca ds. Ładu Korporacyjnego KPF.

 

Realizując ostatni z postulatów OECD, KPF zaprasza organizacje konsumenckie, urzędy, ale również kredytodawców wszystkich sektorów rynku kredytu konsumenckiego i przede wszystkim kredytobiorców, KPF apeluje o zaangażowanie się w akcję KREDYTOBRANIE 2.0. – Zapraszamy do zaangażowania, do wyrażania opinii o aktualnej treści dokumentu KREDYTOBRANIE 2.0., a partnerów biznesowych do jego dystrybucji wśród konsumentów, kredytobiorców – dodaje Rogalski. Zebrane opinie pozwolą stworzyć  jeszcze lepszy dokument, wspierający kompetencje finansowe i etyczne kredytobiorców kredytu konsumenckiego w Polsce, który zostanie ogłoszony przez KPF i Partnerów Społecznych kampanii w trakcie konferencji prasowej 12 listopada.  

 

Źródło: KPF

 

[1] M. Iwanicz-Drozdowska, Edukacja i świadomość finansowa. Doświadczenia i perspektywy, Warszawa 2011.

Posted in Biznes, Europa, Finanse, Finanse osobiste, Niezbędnik przedsiębiorcy, Polska, Poradnik konsumenta, Wiadomości | Tagged , , , , , , , , , , , ,

Polscy eksporterzy ponoszą straty na Zachodzie

Posted on 0

Polscy eksporterzy coraz częściej ponoszą straty nie tylko z tytułu utraconych rynków zbytu w wyniku embarga czy sanitarnych ograniczeń u naszych wschodnich sąsiadów. Chcąc to sobie zrekompensować kierują jeszcze większą część sprzedaży do innych państw, w tym na rynki unijne. Towarzyszy temu niestety ryzyko braku zapłaty. Krajami o najwyższym wskaźniku zaległości płatniczych wobec polskich eksporterów w 2014 roku są Czechy, Słowacja oraz Niemcy i Francja.

Ilość zleceń na odzyskanie należności od zagranicznych odbiorców polskiego eksportu jest w zasadzie powiązana z dynamiką jego wzrostu: dwucyfrowe, kilkunastoprocentowe zwiększenie eksportu w pierwszym i drugim kwartale oznaczało nawet dwukrotnie większy, bo ponad 35% wzrost ilości kierowanych do nas zleceń windykacji zagranicznej w porównaniu do I kwartału ubiegłego roku – stwierdza Maciej Harczuk, prezes Euler Hermes Collections. Zmniejszenie dynamiki wzrostu eksportu do kilku procent w III kwartale wciąż oznaczało dwukrotnie wyższy, bo blisko 15% wzrost ilości (ale w nie mniejszym stopniu także wartości) zleceń odzyskania pieniędzy od zagranicznych dłużników.

 

Kto nie płaci polskim odbiorcom?

Ilość (ale też analogicznie wartość) zleceń w windykacji zagranicznej wskazuje, iż największymi dłużnikami polskich przedsiębiorstw są firmy z krajów unijnych. Ryzyko braku zapłaty, o jakim możemy mówić na podstawie kierowanych do Euler Hermes zleceń nie rośnie jednolicie.

 Nie rośnie także wprost proporcjonalnie do wartości eksportu do danego kraju. Wartość zleceń odzyskania należności od odbiorców z krajów unijnych jest wyższa niż ich procentowy udział w polskim eksporcie (do UE trafiło 76% polskiego eksportu w okresie I-VII 2014 – za GUS) – w portfelu Euler Hermes zlecenia w stosunku do firm z Unii Europejskiej stanowią około 90% zleceń windykacji zagranicznej.

Problemy z odzyskaniem należności na poszczególnych rynkach nie mają charakteru strukturalnego, branżowego ale nadal finansowy. Nadal wiele firm niezależnie od kraju i sektora ma problemy z finansowaniem swojej działalności. Stąd zróżnicowanie zleceń windykacji eksportowej w podziale na branże jest bardzo duże.

 

Do krajów o najwyższym wskaźniku zaległości płatniczych wobec polskich eksporterów w 2014 roku należą Czechy i Słowacja, gdzie już blisko 25% faktur ma znamiona opóźnienia powyżej 4 miesięcy. Mimo, iż Słowacja jest rynkiem docelowym (w omawianym okresie 2,5% polskiego eksportu – za GUS), to wśród zleceń windykacji zagranicznej Euler Hermes, aż trzykrotnie więcej, bo 7,7% dotyczyło dłużników z tego kraju. W obydwu tych krajach Euler Hermes pomagał polskim firmom odzyskać należności najczęściej w sektorach: transportowym, spożywczym, artykułów przemysłowych (stal) oraz tekstylnym.

Większy także niż procentowy udział eksportu do Włoch (4,6%) jest odsetek zleceń windykowanych przez Euler Hermes od odbiorców z tego kraju – prawie 7%. Recesja w dwóch poprzednich latach we Włoszech i minimalny wzrost, obecnie spotęgowały zatory płatnicze. Średni okres przeterminowania płatności, np. w sektorze żywnościowym czy tekstylnym jest dwukrotnie dłuższy niż w Polsce. Statystyki wyglądają niekorzystnie również dla włoskiego budownictwa i sektora usług dla ludności.

Jeszcze większą dysproporcję w strukturze polskiego eksportu – dużo większy odsetek zleceń windykacyjnych od polskich firm – Euler Hermes odnotowuje na odbiorców z Francji. Francuskie firmy są dłużnikami w przypadku 18% zleceń windykacyjnych, podczas gdy odbierają trzykrotnie mniej, bo niecałe 6% polskiego eksportu. Na rynku francuskim bieżący rok jest szczególnie niekorzystny dla dostawców z branży meblowej, żywności oraz motoryzacyjnej. W sąsiednim kraju – Belgii również nie jest dużo lepiej pod względem płatności na rzecz polskich dostawców – aż 4,4% zleceń windykacyjnych. Najczęściej odzyskiwanymi tam należności są te z tytułu eksportu mebli i elektroniki a także usług transportowych.

Pozostając przy największych rynkach na usługi odzyskania należności z zagranicy wspomnieć trzeba o Niemczech. Pomimo, iż moralność płatnicza firm niemieckich jest dobra na tle tych z innych krajów, a odsetek zleceń windykacyjnych (21,3%) jest niższy niż udział tego kraju w strukturze polskiego eksportu (25,8%), to w niektórych branżach np. transporcie, elektromaszynowej, poligraficznej czy informatycznej obserwujemy średnio dłuższy okres spłaty zobowiązań. Stąd też najwięcej zleceń windykacyjnych kieruje do Euler Hermes polski transport, ale także firmy z branż: chemicznej oraz dóbr konsumenckich: żywność, elektronika, AGD.

 

Konieczna jest zmiana myślenia i większa ostrożność

Domeną wielu polskich firm, chcących poprawić swoją sytuację biznesową poprzez eksport, jest to, że skupiają się przede wszystkim tylko na sprzedaży towarów, a nie na spływie należności. Wzrost ilości zleceń odzyskania należności od dłużników z krajów unijnych, na pewno wynika w pierwszej kolejności z mniejszej ostrożności, dbałości o weryfikację kontrahentów, a następnie o dokumentację towarzyszącą kontraktom i dostawom za granicę. Otwarcie granic nie oznacza bowiem zniesienia także wymogów formalnych, towarzyszących dokumentowaniu sprzedaży. Chociaż nie bez znaczenia są czysto ekonomiczne czynniki – kondycja danych odbiorców, branż czy gospodarek.

Z pewnością pewne spowolnienie tempa odradzania się europejskiej gospodarki w pierwszym półroczu 2014 roku skłaniało odbiorców z tych krajów do częstszego wstrzymywania zapłaty. Działał tutaj (i działa w obliczu wzajemnych sankcji w wymianie handlowej ze Wschodem) efekt czysto psychologiczny – przedsiębiorcy słysząc o pewnym spowolnieniu na rynku wewnętrznym, a następnie o potencjalnych stratach związanych z konfliktem na Ukrainie chcieli jak najwcześniej się do tego przygotować, zatrzymać jak największą część należności w swojej firmie – uważa Tomasz Starus, Członek Zarządu w Towarzystwie Ubezpieczeń Euler Hermes, nadzorujący pion oceny ryzyka.

Z analiz windykatorów Euler Hermes wynika, że wielu dłużników polskich firm nie płaci na czas, nie dlatego że nie może, ale po prostu nie chce. Z kolei polscy eksporterzy chcą (i słusznie zresztą) wyprzedzić innych, zdobyć większy udział na pozostałych rynkach, aby w ten sposób zrekompensować sobie ograniczenia eksportowe. Niestety obecnie ostrożność w doborze kontrahentów jest jeszcze bardziej wskazana – nadprodukcja żywności w całej Unii Europejskiej, presja na jej sprzedaż i niskie ceny skłaniają odbiorców do szukania nowych dostawców, częstej ich zmiany bez uregulowania należności wobec dotychczasowych partnerów.

Fakt, iż dłużnicy częściej obecnie zalegają z zapłatą polskim dostawcom, a jednocześnie dość dobrze współpracują gdy dojdzie do windykacji świadczy o tym, iż w dużej części przypadków jest to efekt postępowania polskich eksporterów, ich nieświadomego (mniej dokładne monitorowanie kontrahentów, zmniejszenie skrupulatności w obiegu dokumentów) lub świadomego tolerowania takich sytuacji. Świadomego, ponieważ stopniowo wydłuża się średnie przeterminowanie z jakim trafiają do Euler Hermes zlecenia windykacyjne. Jest to niebezpieczne, ponieważ trudno naprawdę w tej chwili wskazać konkretne branże, które przeżywają kryzys i w związku z tym dostawcy są w nich bardziej ostrożni. Utrudnia to właściwą ocenę sytuacji i unikanie ryzykownych transakcji, dodatkowo pogłębiane rozluźnieniem procedur przez polskich eksporterów w imię zwiększenia obrotów. Jest to o tyle niebezpieczne, że transakcje eksportowe są z reguły realizowane na większe kwoty niż w obrocie krajowym. Większy wolumen transakcji wynika zarówno z kosztów transportu, jak i konkurencyjności polskich wyrobów (cenowej) na rynkach zagranicznych. Średnia wartość zlecenia windykacyjnego na dłużnika z zagranicy jest ponad trzykrotnie wyższa w stosunku do zlecenia windykacyjnego na dłużnika w obrocie krajowym (i wynosi obecnie średnio ponad 70 tys. złotych).

 

Niemiecka moralność a wschodnie procedury

Sprzedaż do krajów Europy Wschodniej zawsze traktowana była jako ta z kategorii wyższego ryzyka – tak więc zaniedbania dotyczące sprawdzania kontrahentów, czy dokumentowania transakcji chociaż również występowały, to były rzadsze. Błędy te wynikały ze słabej znajomości lokalnych procedur (np. wymóg w określonych dokumentach stosowania okrągłej, a nie prostokątnej pieczęci firmowej) a także niestety – towarzyszącej im korupcji. Poza sektorem rolno-spożywczym sprzedaż na rynki wschodnie prowadzona była w sposób jeśli nie zachowawczy, to raczej przewidywalny. W odróżnieniu od eksportu na rynki unijne (bezpośredni eksport prowadzą nawet najmniejsze polskie przedsiębiorstwa), na rynki wschodnie sprzedawały nie tylko w większości firmy duże, ale także dostarczające wyroby do sprawdzonych, stałych odbiorców, często za pośrednictwem swoich nie tylko oddziałów, ale firm działających na lokalnym rynku. Stąd na tych rynkach straty są rzadsze, chociaż jeśli do nich dochodzi – wartość tych zleceń jest z reguły znaczna. Należności z Ukrainy i Rosji odzyskuje się trudno. Dotyczy to głównie działań sądowych ze względu na niską skuteczność komorników w tych krajach (korupcja, ale też niewystarczające wsparcie organów państwowych).

Zdecydowanie jednym z najlepszych płatników na tle innych państw pozostają Niemcy. Eksporterzy świadomie wybierają ten rynek z uwagi na wysoką moralność płatniczą. Należy jednak podkreślić, że w porównaniu z rokiem 2012 termin regulowania należności przez niemieckim kontrahentów – wydłużył się i w niektórych branżach, np. informatycznej, sięga nawet 70 dni. Słabą moralnością płatniczą wykazują się też firmy działające w dziedzinach przemysłu budowy maszyn i drukarskiego – podkreśla Agnieszka Sztyber, Dyrektor Działu Windykacji Międzynarodowej w Euler Hermes.

W 2014 roku polskim przedsiębiorcom gorzej współpracuje się także z firmami z Wielkiej Brytanii. Znacząco wzrosła liczba przeterminowanych płatności powyżej 90 dni ze strony odbiorców na Wyspach. Dotyczy to głównie transportu i handlu detalicznego.

W opinii ekspertów Euler Hermes w najbliższym czasie należy spodziewać się wzrostu zleceń windykacyjnych szczególnie na odbiorców z krajów Europy Środkowo-Wschodniej. W odniesieniu do 2012 roku, znacznie wzrosła wymiana handlowa z Czechami i Ukrainą co z pewnością wpłynie na zwiększenie ryzyka kredytowego i na ilość zleceń przekazywanych do windykacji. Z uwagi na spadek wzrostu gospodarczego, który odnotowuje Słowacja, zatory płatnicze zdecydowanie wzrosną również na tym rynku.

 

Wyłudzenia w eksporcie

W roku 2013 polscy eksporterzy stali się ofiarami największej od lat fali oszustw ze strony zagranicznych kontrahentów. Często mamy do czynienia z firmami, które z góry zostały powołane tylko po to aby wyłudzić towar podczas swojej krótkiej działalności. W bieżącym roku zauważyliśmy znaczący wzrost nierzetelnych odbiorców na terenie Wielkiej Brytanii i Francji (szczególnie w przemyśle mięsnym i meblowym). Często z powodu uśpionej ostrożności polskich przedsiębiorców oszustwo ma miejsce na samym końcu transakcji. Najczęściej jest to rezultatem zmiany punktu dostawy przez kogoś kto jest dobrze o niej poinformowany i który przejmuje towar.

Znane nam są również sytuacje, w których zamówienia złożył rzetelny kontrahent a nieuprawnione osoby poprzez stronę internetową prawie identyczną do oryginalnej strony odbiorcy, przejmują kontakt z eksporterem.

Dłużnicy wykorzystują wszelkie możliwe sposoby aby uniknąć lub opóźnić płatności. Na rynku włoskim odnotowujemy też coraz częstsze przypadki, gdy dłużnicy celowo składają wnioski o wszczęcie postępowania upadłościowego, aby chronić się przed wierzycielami, co pozwała im na opóźnienie realizacji płatności na rzecz polskich dostawców o kolejne 4-5 miesięcy.

Źródło: Euler Hermes

Posted in Biznes, Europa, Finanse, Marketing i reklama, Niezbędnik przedsiębiorcy, Polska, Pomysł na biznes, Spółki, Startup, Wiadomości | Tagged , , , , , , , , , , , , ,

Coraz więcej firm będzie świadczyć usługi opieki nad osobami starszymi

Posted on 0

Opieka nad osobami starszymi, które nie potrafią zająć się sobą samodzielnie zostaje powoli wychodzi z szarej strefy. Przedsiębiorstwa zapowiadają jednak chęć zatrudniania specjalistów, których usługi będą cieszyć się coraz większą popularnością. Tutaj pojawia się zasadnicze pytanie. Kto i w jaki sposób będzie opłacał te usługi?

Z szacunków wynika, że za 10 lat prawie 5,5 mln ludności Polski będą stanowiły osoby po ukończeniu 70. roku życia, to o 40 proc. więcej niż obecnie. To sprawia, że sektor opieki nad osobami starszymi przyciąga uwagę wielu przedsiębiorców. Także tych największych, którzy oferowanie usług opieki domowej i medycznej dla osób najstarszych traktują jako ważną inwestycję w przyszłość i rozwijający się rynek.

To, że do opieki nad osobami starszymi coraz częściej zwracamy się po profesjonalną pomoc, to efekt nie tylko zwiększającej się zamożności, pogoni za karierą i oddalenia od rodziców, często pozostających w innym kraju czy mieście, ale przede wszystkim wzrastającej świadomości jak takie usługi powinny wyglądać. Od właściwej pomocy przy poruszaniu się czy karmieniu po umiejętność udzielenia pierwszej pomocy. Podążamy szlakiem państw, które od lat mierzą się z problemem starzejącego się społeczeństwa.

Polaków odróżnia jednak to, że niechętnie oddają oni bliskich do domów opieki. Coraz większym zainteresowaniem cieszy się jednak opieka domowa. W opinii przedstawiciela firmy Promedica24, Michała Kisiela to nakaz kulturowy decyduje o tym, że opieka nad osobami starszymi powinna być realizowana przez rodzinę. Nieudzielenie pomocy lub oddanie rodzica do domu opieki nawet o najwyższym standardzie może się bowiem wiązać ze społecznym i towarzyskim ostracyzmem. Często też jest tak, że to seniorzy nie godzą się na przebywanie w domu opieki.

Prywatny rynek opieki o charakterze oficjalnym jest obecnie niewielką częścią szarej strefy, w której może pracować ok. 200 tys. osób. Według przedstawicieli branży tą sytuację mogłoby zmienić wprowadzenie czeków opiekuńczych, którymi płaciłoby się za usługi. Projekt ustawy, który zakładałby takie rozwiązanie jest przygotowywany przez zespół ekspertów pod kierownictwem m.in. senatora Mieczysława Augustyna. Jeszcze w bieżącym miesiącu projekt będzie gotowy a w dalszej kolejności zostanie przekazany do kancelarii premiera oraz Ministerstwa Pracy.

Eksperci uważają, że nie zmienia to faktu, iż rynek zaczyna wychodzić z szarej strefy oraz nieoficjalnych płatności. Według nich istotne jest jednak aktywizowanie tej branży tak, aby nie została ona zamknięta w czterech ścianach. Podkreślają oni też, że niezbędne jest skupienie się na problemach zdrowotnych osób starszych. Prognoza demograficzna GUS wskazuje, że w naszym kraju jest ok. 250 lekarzy specjalizujących się w geriatrii i ok. 300 pielęgniarek z tą specjalizacją. Tymczasem według założeń polityki ludnościowej powinno być minimum 800 lekarzy specjalizujących się w tym zakresie.

Joanna Walerowicz

limetka.pl

Posted in Biznes, Finanse, Inwestycje, Komentarze rynkowe, Niezbędnik przedsiębiorcy, Polska, Pomysł na biznes, Prawo, Spółki, Wiadomości | Tagged , , , , , , , , ,

Akcjonariusze mniejszościowi będą objęci większą ochroną?

Posted on 0

W utworzonej przez resort finansów nowelizacji do ustawy o ofercie publicznej trafiła propozycja zwiększenia ochrony akcjonariuszy posiadających mniejszościowy pakiet udziałów w spółkach publicznych, które podlegają przejęciu. Dzisiaj rząd debatuje nad tą ustawą.

Proponowane zmiany obejmują m.in. poprawę działania tzw. instytucji wezwania do zapisywania się na sprzedaż lub zamianę akcji podmiotów publicznych, a także mają zapewnić większą ochronę akcjonariuszy mniejszościowych tych spółek.

Zdaniem resortu finansów obecne przepisy w zakresie wezwań nie są precyzyjne, ale w szczególności nie spełniają swojego celu. Pozwalają one bowiem podmiotom przejmującym kontrolę nad spółkami na wypełnienie wyłącznie formalnych obowiązków dotyczących tej instytucji. W takich sytuacjach stwarzane jest zagrożenie dla interesów akcjonariuszy mniejszościowych spółek będących przedmiotem przejęcia.

Projekt nowelizacji ustawy przewiduje m.in. uregulowanie kwestii obliczania ceny w wezwaniu, w przypadku pośredniego zakupu akcji spółek publicznych. Według resortu finansów ta zmiana ma sprawić, że nie zostaną naruszone interesy inwestorów indywidualnych. Bardziej precyzyjne mają też być kwestie związane z modyfikacją ceny ustalonej w wezwaniu, zmiany stosunku zamiany akcji spółek publicznych oraz inne sformułowanie treści wezwania dobrowolnego. W projekcie znalazły się również zagadnienia związane z terminami zgłaszania zapisów w trakcie przeprowadzanego wezwania.

Poprzez zmiany proponowane w projekcie Ministerstwo Finansów chce także przeciwdziałać i zmniejszyć liczbę nadużyć związanych z obiegiem informacji poufnych, informacji o stanie posiadania większościowych akcjonariuszy spółek publicznych oraz informacji o zmianach dokonywanych w akcjonariacie spółek.

Dodatkowa nowa ustawa porusza także temat dematerializacji akcji. Jej zapisy mają wyeliminować różnice dotyczące przesłanek, które mają wpływ na to, że akcjonariusze mniejszościowi czują się zmuszeni do sprzedaży akcji w drodze przeprowadzenia przez akcjonariuszy znacznych przymusowego wykupu lub rezygnacji z dematerializacji akcji.

Joanna Walerowicz

limetka.pl

Posted in Biznes, Finanse, Giełda Papierów Wartościowych, Inwestycje, Komentarze rynkowe, Niezbędnik przedsiębiorcy, Polska, Prawo, Spółki, Wiadomości | Tagged , , , , , , , , , , , ,

W Polsce powróciła fala upadłości firm produkcyjnych i handlowych

Posted on 0

Euler Hermes, spółka z Grupy Allianz, na podstawie oficjalnych danych z Monitora Sądowego i Gospodarczego, zbadała sytuację polskich firm w kontekście bankructw – we wrześniu oficjalnie opublikowano informację o upadłości 71 firm wobec 66 we wrześniu 2013 roku.

 

Większa jest nie tylko liczba upadłości, ale także ich efekt ekonomiczny. Opublikowane we wrześniu orzeczenia o upadłości dotyczyły firm mających zsumowany ostatni znany obrót na poziomie ok. 1,2 miliarda złotych, a zatrudniały one razem, według ostatnich dostępnych danych, ok. 2,5 tys. osób (obydwie te wartości są znacznie wyższe niż w poprzednim miesiącu).

Na przestrzeni dziewięciu miesięcy tego roku sądy opublikowały orzeczenia o upadłości 630 przedsiębiorstw działających w Polsce, podczas gdy w tym samym okresie ubiegłego roku było to 713 opublikowanych upadłości. Wrzesień był drugim w tym roku miesiącem (obok maja), gdy liczba upadłości była wyższa niż w analogicznym okresie roku ubiegłego.

 

  • Liczba upadłości opublikowanych we wrześniu jest wyższa niż przed rokiem z powodu liczniejszych upadłości firm produkcyjnych oraz handlowych.
  • Wśród największych upadłości dominują dystrybutorzy hurtowi (m.in. dwie firmy spośród trzech największych pod względem obrotów bankrutów).
  • Problemy sektora spożywczego – upadło łącznie 11 firm (4 producentów i 7 hurtowników).
  • Upadłości firm produkcyjnych dzielą się po połowie na producentów artykułów konsumpcyjnych (żywność i meble) oraz inwestycyjnych (artykuły budowlane, wyroby maszynowe oraz części motoryzacyjne).
  • Rozpoczęto 10 postępowań układowych, ale równocześnie zanotowano 7 przypadków nieudanych postępowań naprawczych, zamienionych na upadłość likwidacyjną.

 

Sytuacja w handlu nie poprawi się (szybko)

Jak ocenia sytuację Tomasz Starus, Członek Zarządu Euler Hermes, odpowiedzialny za ocenę ryzyka – Dystrybutorzy, zwłaszcza dóbr konsumenckich codziennego użytku mają kurczącą się grupę odbiorców – pozycję rynkową kosztem tradycyjnych sklepów zdobywają mające własne zaopatrzenie sieci handlowe, a o pozostałych walczyć muszą z wielokrotnie większymi megadystrybutorami hurtowymi, którzy dodatkowo swoje obroty, a więc i konkurencyjność cenową, podnoszą tworząc własne franczyzowe sieci sprzedaży detalicznej. Wpływa to oczywiście na kondycję finansową hurtowni: spadającym obrotom towarzyszy niska rentowność, często poniżej kosztu pieniądza: 3-5%, a nierzadko tylko na poziomie 1-2%. Co oznacza brak środków własnych, wysokie zadłużenie i problemy z płynnością. Od kilku lat trudniej pozyskać hurtowniom finansowanie: nie mają one zazwyczaj majątku trwałego i nieruchomości, które mogą być zabezpieczeniem udzielanych kredytów, w porównaniu np. do firm produkcyjnych, a ponadto wolno odradzający się popyt konsumencki nie sprzyja szybkiemu wzrostowi obrotów, a przede wszystkim rentowności.

Podsumowując: handel hurtowy (ale i detaliczny) jest sektorem o dużej liczbie upadłości także z przyczyn popytowych, ale przede wszystkim – finansowych: nawet rosnąca sprzedaż generuje częściej straty, niż zyski. Jest to efektem w pierwszym rzędzie zarządzania i przyjętego modelu działalności – zarabianie na benefitach i działalności dodatkowej, a nie czynników zewnętrznych, które nie są gwałtowne i można je uwzględnić, np. rosnąca konkurencja sprzedaży internetowej czy koncentracja rynku. Od powyższego ogólnego opisu są oczywiście wyjątki – sektor jak dystrybucja hurtowa nie jest jednorodny. Opisana sytuacja dotyczy p.w. hurtu artykułów konsumenckich i budowlanych, ale też nie wszystkich, np. w branży kosmetycznej marża hurtowa nierzadko osiąga 25%.

 

Sektor spożywczy: czy obserwujemy już efekt embarga?

We wrześniu opublikowano informacje o upadłości 4 producentów artykułów spożywczych (mięsa oraz artykułów piekarniczych) oraz 7 hurtowni spożywczych – czyli łącznie 11 firm związanych z rynkiem spożywczym. Jak mówi Maciej Harczuk, Prezes Zarządu Euler Hermes Collections: – Firm produkcyjnych, jak i hurtowych z branży spożywczej mających kłopoty jest więcej… Nie można wszystkiego tłumaczyć embargiem na Wschodzie. Przynosi ono wymierne straty i upadłości firmom wyspecjalizowanym w handlu na tym rynku, ale niestety na sektor oddziałują także inne czynniki. Duże zapasy mrożonych owoców, rekordowo niskie ceny mleka, a także jego nadprodukcja, czy spadające spożycie pieczywa, czyli czynniki rynkowe, mają nie mniejsze znaczenie niż polityczne ograniczenia zbytu na niektórych kierunkach. Zapewne kwestią czasu są więc kolejne upadłości firm z branży mięsnej ale też producentów nabiału – ponieważ niskie ceny oraz mający już miejsce eksport na perspektywiczne rynki, m.in. azjatyckie nie rokują na szybkie upłynnienie nadwyżek po korzystnych cenach.

 

Zaskakujący wzrost liczby upadłości firm produkcyjnych

Największa liczba upadłości we wrześniu miała miejsce w sektorze produkcyjnym – sytuacja nie notowana od półtora roku.Jak mówiMichał Modrzejewski, dyrektor Analiz Branżowych w Euler Hermes Upadłości te w połowie dotknęły zarówno producentów wyrobów na rynek konsumencki (oprócz wspomnianej żywności – także nie notowana od dłuższego czasu w statystyce upadłości grupa firm z branży meblowej – 4) a w połowie producentów artykułów na rynek inwestycyjny (art. budowlanych, ale także maszyn i części do nich oraz … producentów komponentów motoryzacyjnych). Problemy firm produkcyjnych nie wydają się więc być skutkiem sytuacji w jakichś pojedynczych branżach (sektorze spożywczym czy budownictwie), ale raczej ogólnie kwestii popytowych na rynku wewnętrznym, jak i w eksporcie. Pomimo wzrostu eksportu o ponad 6% w tym roku, do czego w znacznej mierze przyczynili się wytwórcy części motoryzacyjnych, mebli czy AGD problemy mają ich dostawcy – wśród upadających firm znalazło się aż 5 firm produkujących wyroby z tworzyw sztucznych i gumy na potrzeby tych notujących niezłe wyniki branż! Sprzedaż jest więc wciąż daleka od możliwości produkcyjnych.

 

Budownictwo

Upadłości firm budowlanych są rzadsze niż rok temu, ale oprócz tego w ostatnim czasie zmienił się ich charakter. Częste jeszcze niedawno upadłości firm prowadzących prace wykończeniowe (elektryczne, hydrauliczne i inne) są obecnie rzadkością.

– Problemy, o czym świadczą upadłości, mają obecnie firmy realizujące głównie nową falę inwestycji, przebrzmiało już echo kryzysu branży z lat 2012-2013. Nie są to przy tym jedynie firmy budownictwa ogólnego czy mieszkaniowego, ale także… ponownie firmy wyspecjalizowane w budowie dróg i towarzyszącej infrastruktury wodociągowej i przesyłowej (5 takich przypadków). Wydaje się więc, że niestety zasady prowadzenia i rozliczania tych inwestycji – a przede wszystkim realia cenowe i krytycznie niska rentowność nie zmieniły się zbytnio od fali inwestycji na Euro 2012, co doprowadziło przecież do kryzysu a nie rozkwitu branży budowlanej – ocenia Tomasz Starus.

 

Największa liczba spośród opublikowanych we wrześniu upadłości dotyczyła firm z województwa mazowieckiego – ale i tak poprawa w tym województwie pod względem liczby bankructw w stosunku do analogicznego okresu w roku ubiegłym jest jedną z największych. Odwrotnie w województwie małopolskim i w sąsiednim podkarpackim – tutaj liczba upadłości jest nadal wyższa niż w roku ubiegłym. W województwie małopolskim za część tych upadłości odpowiada pogarszająca się sytuacja w branży transportu drogowego towarów (3 z 8 upadłości opublikowanych we wrześniu). Wspomniane zwiększenie liczby upadłości w województwie dolnośląskim wiąże się nie tylko z firmami produkcyjnymi (5 przypadków), ale także dystrybutorami hurtowymi (4 ich upadłości w tym województwie we wrześniu). Na przeciwnym biegunie – sytuacja w województwie mazowieckim, będącym jednym z liderów spadku liczby upadłości, także we wrześniu, nie może być bagatelizowana. O ile bowiem w roku ubiegłym duża część upadłości w tym województwie dotyczyła firm mniejszych, m.in. usługowych i handlowych (nadal obecnych w tej statystyce), to obecnie upadające firmy budowlane i produkcyjne na Mazowszu nie są może największymi podmiotami, ale jednak liczącymi się dotychczas na regionalnym rynku z obrotami rzędu po 40 milionów złotych.

 

Informacje o upadłościach firm, opublikowane w odniesieniu do ich miejsca rejestracji
województwo: I-IX 2013 I-IX 2014
Dolnośląskie 107 83
kujawsko pomorskie 44 37
Lubelskie 15 18
Lubuskie 22 16
Łódzkie 34 18
Małopolskie 63 73
Mazowieckie 129 102
Opolskie 8 10
Podkarpackie 28 31
Podlaskie 14 9
Pomorskie 25 28
Śląskie 84 60
Świętokrzyskie 15 19
warmińsko mazurskie 21 20
Wielkopolskie 53 64
Zachodniopomorskie 51 42
RAZEM 713 630

Źródło: Monitor Sądowy i Gospodarczy, dane przeanalizowane przez Euler Hermes z Grupy Allianz

 

Źródło: Euler Hermes

Posted in Biznes, Finanse, Inwestycje, Komentarze rynkowe, Niezbędnik przedsiębiorcy, Polska, Spółki, Startup, Wiadomości | Tagged , , , , , , , , , , ,

Od grudnia zmienią się zasady nadawania Numeru Identyfikacji Podatkowej

Posted on 0

Od 1 grudnia tego roku podatnicy będą mieli automatycznie nadawany numer identyfikacji podatkowej, bez obowiązku składania dodatkowych oświadczeń. Jednak w zakresie uprawnień urzędu skarbowego pozostanie możliwość uchylenia numeru NIP.

Przepisy, które wejdą w życie będą miały znaczenie dla podmiotów, które korzystają z usług wirtualnych biur. Aktualnie zdarza się tak, że procedura nadania NIP ciągnie się przez kilka miesięcy, ponieważ urzędy wymagają złożenia dodatkowych dokumentów ustalających, jakie działania prowadzone są pod wirtualnym adresem.

Od 1 grudnia to się zmieni. Podmiotom wpisywanym do Krajowego Rejestru Sądowego NIP będzie nadawany automatycznie, zaraz po wpłynięciu danych do Centralnego Rejestru Podmiotów – Krajowej Ewidencji Podatników (CRP KEP). W ciągu trzech dni od przekazania danych z bazy KRS urząd skarbowy ma prawo rozpocząć postępowanie wyjaśniające, czy firma otrzymała już NIP. Jeżeli nie, zostanie on nadany i niezwłocznie przekazany z CRP KEP do rejestru KRS. Potwierdzeniem tego, że podmiot otrzymał identyfikator podatkowy, będzie ukazanie numeru w KRS.

Naczelnik urzędu skarbowego będzie mógł wydać decyzję o uchyleniu NIP już po jego nadaniu. Nastąpi to w przypadku, gdy osoba wykorzysta nieprawdziwe lub fikcyjne dane dotyczące adresu siedziby firmy.

Decyzja naczelnika urzędu skarbowego nie rozstrzyga jednak finalnie kwestii uchylenia numeru NIP podatnikowi. Ma on bowiem czas na wyjaśnienie sytuacji bez konieczności czekania na nadanie NIP.

Jednym z problemów urzędów skarbowych wynikającym z korzystania z wirtualnych biur są liczne próby podejmowane przez przedsiębiorców w celu wyłudzenia VAT. Nie stanowi to reguły, jednak przykładowo może to być osoba prowadząca sklep internetowy, którego adres zamieszczony jest w wirtualnym biurze. Dodatkowo korzysta on z szerokiego zakresu możliwości, jakie gwarantuje outsourcing, np. kupuje usługi transportu, pakowania, przechowywania i reklamacji. Ceny ustalane są z klientami w miejscach publicznych lub za pośrednictwem komunikatorów. W takiej sytuacji konkretnego miejsca wykonywania działalności gospodarczej nie da się określić.

Joanna Walerowicz

limetka.pl

Posted in Biznes, Niezbędnik przedsiębiorcy, Polska, Prawo, Prawo podatkowe, Spółki, Wiadomości | Tagged , , , , , , , , , , , ,

Firmom transportowym zagraża nie tylko embargo Rosji

Posted on 0

Na niełatwą sytuację polskich firm transportowych wpływa nie tylko rosyjskie embargo na artykuły rolno-spożywcze, ale także załamanie gospodarcze w Europie i nasycenie rynku. Takie zadanie wyraził w Sejmie wiceminister infrastruktury i rozwoju Zbigniew Rynasiewicz.

Na wniosek partii SLD wiceminister wydał informację w sprawie dramatyczniej sytuacji podmiotów transportowych w wyniku rosyjskiego embarga. Rynasiewicz poinformował, że kryzys w sektorze transportowym panuje już od 2008 roku, przy czym tylko w 2010 r. nastąpiła lekka poprawa.

Powiedział też, że już sześć lat temu rząd podejmował działania, których celem było zabezpieczenie interesów polskiego sektora transportowego. Mimo, że Polska jest liderem w Europie, inne państwa cieszą się z tej sytuacji trochę mniej.

Rynasiewicz powiedział także, iż rosyjski rynek usług transportowych w aspekcie ekonomicznym jest atrakcyjny dla polskich przedsiębiorstw transportowych. Trafia do nich największa liczba zleceń spośród państw Europy Zachodniej, głównie z powodu niedalekiego położenia geograficznego z Rosją oraz dużego potencjału rozwojowego.

Dodatkowo, jak wyjaśnił wiceminister, artykuły przewożone przez Federację Rosyjską, są przewożone najczęściej transportem drogowym. Polskie firmy z tej branży mają bardzo dobre rozeznanie tamtejszego rynku oraz reguł rządzących nimi i zasad stosowanych przez służby rosyjskie.

Rynasiewicz zapewnił, że na pomoc rządu będą mogli liczyć przewoźnicy, którzy faktycznie ponieśli straty na skutek rosyjskiego embarga. Wyraził opinię, że działania rządu w tej kwestii są właściwe, a w celu rozwiązania problemu został powołany zespół pod kierownictwem ministra rolnictwa Marka Sawickiego. Ma on za zadanie przedstawić Radzie Ministrów plan działań zakładany dla branży transportowej.

Zdaniem wiceministra Rynasiewicza rozwiązania skierowane do firm transportowych, w znacznym stopniu uwzględniają ich oczekiwania. Na najbliższym spotkaniu grupy będą proponowane szczegółowe rozwiązania, które w dalszej kolejności zostaną przekazane przewoźnikom.

Joanna Walerowicz

limetka.pl

Posted in Biznes, Finanse, Niezbędnik przedsiębiorcy, Polska, Prawo, Spółki, Wiadomości | Tagged , , , , , , , ,

Niełatwa dywersyfikacja portfela obligacji korporacyjnych

Posted on 0

Konieczność rozproszenia ryzyka podczas inwestycji w papiery dłużne firm wydaje się oczywista. Ale teoria nie nadąża za praktyką, bo niezależnie czy kupujemy obligacje na rynku pierwotnym, czy na wtórnym, to musimy liczyć się z całym szeregiem przeszkód do pokonania.

 

Idealnym rozwiązaniem podczas inwestowania na rynku papierów korporacyjnych byłoby takie zdywersyfikowanie portfela, które zapewni, że kłopoty jednego z emitentów nie doprowadzą całości kapitału do ruiny. Dobrym wzorem mogą okazać się więc fundusze obligacji firm, które ustalają nie tylko limity na konkretne serie, ale też na spółki, czy nawet na całe branże. Lecz przeniesienie tego modelu na portfel typowego inwestora indywidualnego może okazać się niemożliwe, głównie ze względu na nieporównywalnie mniejszą skalę działalności.

 

Podczas zakupu obligacji korporacyjnych na rynku pierwotnym jako takie rozproszenie ryzyka staje się możliwe dopiero w przypadku inwestorów posiadających sześciocyfrowe kwoty. W przypadku emisji prywatnych, przeznaczonych dla wąskiego grona odbiorców, minimalny zapis to minimum 20-30 tys. zł, a zwykle więcej (50-100 tys. PLN). W najlepszym przypadku uda się zbudować portfel z czterech, może pięciu serii obligacji różnych spółek.

 

W przypadku rynku pierwotnego rozwiązaniem problemu mogłyby okazać się emisje publiczne, gdzie minimalny próg wejścia wynosi zwykle 1 tys. zł. Ale tego typu oferty pojawiają się na rynku rzadko i bywają bardzo zróżnicowane pod względem jakości samych emitentów. Znajdziemy tu bowiem zarówno duże spółki o relatywnie niskim ryzyku (co oczywiście jest odzwierciedlone w oprocentowaniu), jak i niewielkie podmioty emitujące obligacje do 10 mln zł. W tym ostatnim przypadku mówimy jednak o wysokodochodowych papierach (obecnie 8-9,5 proc. rocznie), które ze względu na znacznie wyższe ryzyko nadają się co najwyżej jako dopełnienie inwestycyjnego portfela.

 

Znacznie łatwiej budowa portfolio obligacji firm powinna przebiegać na rynku wtórnym. Wprawdzie i tutaj zdarzają się wysokie progi wejścia (dla kilku serii 10 lub 100 tys. zł), ale zakup papierów w giełdowym obrocie wydaje się rozwiązaniem znacznie bardziej przystępnym, bo większość serii ma nominał na poziomie 0,1 lub 1 tys. zł. Odpada zatem problem wyczekiwania na koleje emisje. Zakupów można dokonywać na bieżąco, ale za cenę niższej rentowności, ponieważ solidne papiery zwykle wyceniane są z wysoką premią, tj. powyżej wartości nominalnej, co obniża rentowność inwestycji. W przypadku inwestorów, którzy nie chcą przepłacać, zakupy przypominają natomiast bardziej polowanie na okazje, co nierzadko wymaga sporej cierpliwości.

 

Niska płynność na Catalyst to niejedyna przeszkoda w budowie zdywersyfikowanego portfela obligacji firm. Choć w giełdowym obrocie można znaleźć zróżnicowanych emitentów, to na pewno da się zauważyć sporą nadreprezentację spółek z szeroko rozumianej branży finansowej (banki, windykatorzy, firmy pożyczkowe) oraz budowlanej. Tego typu dysproporcje występują także w przypadku samego oprocentowania. Mniej niż co piąta emisja znajdująca się w detalicznej części rynku Catalyst ma stałe odsetki (licząc po wartości emisji jest to tylko 3,5 proc.). Na domiar złego, często są to papiery o wyższym ryzyku.

 

Warto także pamiętać o tym, aby nie przesadzić w drugą stronę. Zbyt duża liczba pozycji w obligacyjnym portfelu może okazać się kłopotliwa ze względu na konieczność monitorowania sytuacji każdej ze spółek.

 

Michał Sadrak

Źródło: Open Finance

Posted in Biznes, Finanse, Finanse osobiste, Giełda Papierów Wartościowych, Inwestycje, Komentarze rynkowe, Polska, Spółki, Wiadomości | Tagged , , , , , , , , , , , ,

Dwie drogi wyjścia z finansowego dołka w biznesie

Posted on 0

Jak wynika z badania „Portfel należności polskich przedsiębiorstw”, sporządzonego przez KPF i KRD, w lipcu 2014, co trzecia firma w Polsce w związku z zaległościami kontrahentów miała problemy z regulowaniem własnych rachunków. Niestety, nawet najlepsze środki ostrożności nie zawsze mogą ustrzec przed zatorami płatniczymi i niewypłacalnością firmy. W takiej sytuacji biznesmeni mają dwa wyjścia – zaciągnięcie kredytu obrotowego lub skorzystanie z faktoringu. Które rozwiązanie jest korzystniejsze, tłumaczy ekspert Expandera.

 

Dla kogo kredyt obrotowy?

Kredyt obrotowy to rozwiązanie dla firm z dłuższym doświadczeniem rynkowym, które rozwijają się i osiągają zyski, lecz utraciły bieżącą płynność finansową. Wysokość takiego wsparcia uzależniona jest od kondycji firmy i wysokości zabezpieczeń.To korzystne rozwiązanie, które pozwala uzyskać przedsiębiorstwu potrzebne środki. Warunkiem jest jednak zachowanie zdolności kredytowej oraz odpowiednia historia kredytowa firmy – zauważa Monika Mojzesowicz, Dyrektor Departamentu Kredytów dla Firm, Expander. – Jeśli przedsiębiorca zdecyduje się na takie finansowanie, warto w pierwszej kolejności poznać ofertę banku, z którego usług już korzysta. Często instytucje finansowe umożliwiają otworzenie linii kredytowej na rachunku bieżącym, co znacznie przyśpiesza niezbędne procedury.

 

Kiedy zdecydować się na faktoring?

Faktoring natomiast jest formą krótkoterminowego finansowania dla firm udzielających tzw. kredytu kupieckiego, a więc stosujących odroczone terminy płatności wobec swoich kontrahentów. Usługa ta nie wymaga dodatkowego zabezpieczenia (jest nim bowiem nieopłacony rachunek), a przedsiębiorca otrzymuje pomoc osiągającą nawet 100% kwoty wpisanej na fakturze – To korzystna i bezpieczna usługa, która pozwala przesunąć ryzyko zalegających płatności na dłużnika – komentuje Monika Mojzesowicz, Expander. – Faktoring to rodzaj miękkiej windykacji, która z jednej strony pozwala poprawić sytuację finansową przedsiębiorstwa, z drugiej natomiast nie wpływa negatywnie na stosunki z kontrahentami w takim stopniu, jak np. zaangażowanie firmy windykacyjnej. Ważne jest jednak dobre udokumentowanie należności oraz dobra kondycja dłużnika. Jeśli ich zabraknie, faktor może odmówić wsparcia, wtedy przedsiębiorcy muszą szukać innych rozwiązań.

 

Faktoring Kredyt obrotowy
Zakres usługi
Faktoring oprócz wsparcia finansowego umożliwia także monitoring należności oraz przesunięcie ryzyka związanego
z przeterminowanymi płatnościami.
Kredyt obrotowy obejmuje jedynie finansowanie działalności bieżącej
Zabezpieczenie
Faktorzy nie wymagają dodatkowych zabezpieczeń – stanowi je nieopłacona faktura. Kredyt obrotowy, podobnie jak każdy inny, wymaga zabezpieczenia. Może nim być poręczenie, weksel, hipoteka lub pełnomocnictwo do rachunku.
Zdolność kredytowa
Faktorzy nie wymagają zdolności kredytowej od swoich klientów. Potrzeba
i kontrolowana przez usługodawców jest natomiast wypłacalność dłużników.
Instytucje finansowe wymagają pełnej zdolności kredytowej do obsługi zadłużenia.
Poziom finansowania
Wartość uzyskanego wsparcia jest elastyczna, może wynieść nawet 100% sumy, na którą opiewa nieopłacona faktura. Zwykle wartość udzielonego kredytu nie przekracza 50% wartości zabezpieczenia lub obrotów.
Spłata zadłużenia
Spłata przeterminowanej faktury należy do dłużnika. Za spłatę kredytu odpowiada kredytobiorca lub poręczyciel.
Dodatkowe koszty, związane np. ze zwłoką w płatności
Koszty związane z nieuregulowaniem rachunku ponosi dłużnik, a więc podmiot, na który została wystawiona faktura. Koszty związane z opóźnieniami
w spłacie zobowiązania pokrywa kredytobiorca.
Źródło: opracowanie Expander Advisors

 

Wybór pomiędzy tymi rozwiązaniami należy rozpatrywać indywidualnie. Są sytuacje, w których kredyt ma znaczną przewagę nad faktoringiem i odwrotnie.– Przed podjęciem decyzji warto jest skonsultować się z niezależnym doradcą finansowym, który przedstawi dostępne opcje i podpowie, które z nich są dla nas najkorzystniejsze – radzi Monika Mojzesowicz, Expander. – W przypadkach niektórych przedsiębiorstw skorzystanie z kredytu jest natomiast niemożliwe np. w związku z złą historią kredytową lub jej całkowitym brakiem wynikającym z rozpoczęcia działalności.

 

 Źródło: Expander

Posted in Biznes, Finanse, Niezbędnik przedsiębiorcy, Polska, Spółki, Startup, Wiadomości | Tagged , , , , , , , , , , , , ,

Jakie firmy mogą liczyć w Polsce na specjalne traktowanie w zakresie składek ubezpieczeniowych?

Posted on 0

Według specjalistów w zakresie ubezpieczeń Zakład Ubezpieczeń Społecznych narusza przepisy ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych odstępując od działań w postaci wystawiania nakazów płatniczych i przeprowadzania egzekucji należności szpitalom, przychodniom, kopalniom, hutom czy stoczniom.

ZUS uzasadnia to tym, gdyby doszło do takiej egzekucji mogłoby to przyczynić się do paraliżu finansowego tych placówek. Oprócz wspominanych podmiotów na takie specjalne traktowanie mogą liczyć także przedsiębiorstwa przemysłu metalowego, drzewnego, włókienniczego, meblarskiego, budowlano-górniczego, budowlano-hutniczego oraz kolejnictwa. Najświeższe dane Najwyższej Izby Kontroli wykazują, że zadłużenie 25 podmiotów pozostających pod kontrolą sięgnęło 537,1 mln zł za okres 2009 do 2013 r.

Za specjalnym traktowaniem sektora górniczego jest również Sejm, co potwierdził bez przeszkód uchwalając w lipcu tego roku ustawę o zmianie ustawy o funkcjonowaniu górnictwa węgla kamiennego w latach 2008-2014 r. Zgodnie ze zmianami wydobywcy węgla kamiennego na spłatę należności mają przedłużony czas do końca 2017 r., a nie jak poprzednio ustalono do końca 2015 r.

Takie traktowanie podmiotów powoduje, że mogą one praktycznie czuć się zwolnione z opłacania składek na ubezpieczenie społeczne. Co więcej, mimo, że zakłady z branży górniczej mogą nie odprowadzać na czas składek bez konsekwencji, górnicy zachowują uprawnienia ubezpieczeniowe. Mają oni bowiem prawo do zasiłku chorobowego za okres, przez który nie były płacone składki za ubezpieczenie chorobowe. Tymczasem, mali przedsiębiorcy nie mają do niego prawa, nawet wówczas, gdy spóźnili się z wpłatą tylko o kilka dni. Według ekspertów ubezpieczeniowych świadczy to o jawnej dyskryminacji mniejszych przedsiębiorstw.

Eksperci zwracają też uwagę na to, że zaległości w płaceniu składek przez kopalnie nie mają przeliczenia na kwoty emerytur górników. Korzystają oni bowiem z przywileju w postaci przyznania górnikom specjalnego przelicznika przy obliczaniu stażu ubezpieczeniowego, w którym okres bezskładkowy również jest wliczany do tego stażu.

Wielu przedsiębiorców i ekspertów ubezpieczeniowych twierdzi, że w efekcie takiego podejścia ZUS wiele kopalni, które nie są dochodowe utrzymuje się dzięki podatnikom, a małe przedsiębiorstwa są nierówno traktowane przez ZUS. Mają oni również obawy dotyczące tego, że jeżeli rząd i ZUS nadal będą prowadzić politykę opierającą się na zwolnieniu z opłacania składek przez przedsiębiorstwa, które tak naprawdę są najbardziej zadłużone, to w systemie już wkrótce zabraknie pieniędzy na wypłatę świadczeń.

Joanna Walerowicz

limetka.pl

Posted in Biznes, Finanse, Niezbędnik przedsiębiorcy, Polska, Prawo, Spółki, Ubezpieczenia, Wiadomości | Tagged , , , , , , ,

Niskie kary dla nierzetelnych podmiotów gospodarczych

Posted on 0

Sumy kar, jakie UOKiK nakłada na przedsiębiorców za łamanie prawa stanowi dla nich zachętę do zakładania firmy tylko w celu żerowania na naiwności klientów. Taką opinię wyrazili prawnicy.

Maksymalna kara, jaka może być nałożona na przedsiębiorcę za łamanie praw konsumentów to 10 proc. jego przychodu. Kwestią wzbudzającą wątpliwości jest jednak fakt, że w przepisach mowa jest o przychodzie występującym w roku poprzedzającym rok nałożenia kary. Zdaniem ekspertów prawnych tak sformułowane przepisy otwierają drogę do naciągania klientów.

W ostatnim czasie poruszenie wśród prawników wywołała jedna z podjętych przez szefa UOKiK decyzji dotycząca nałożenia na właścicieli dwóch serwisów internetowych kary w kwocie ok. 10 tys. zł. Okazało się bowiem, że przedsiębiorca prawie przez dwa data prowadził nieuczciwą działalność przekonując niemal 65 tys. klientów, że wysyłają wiadomość tekstową, za którą płacą 1 zł, podczas gdy rzeczywiście było to 30 zł. Łatwo jest obliczyć, ile w tym czasie firma zarobiła na wprowadzaniu klientów w błąd. W porównaniu z tym kara w wysokości 10 tys. zł wydaje się być śmiesznie niska.

Andrzej Jakubiec adwokat i wykładowca w Katedrze Prawa Gospodarczego Uniwersytetu Łódzkiego mówi, że taka kara wprost zachęca do popełniania takich czynów w przyszłości. Jest to bowiem całkowicie nieproporcjonalne do uzyskanych zysków.

Jednak w tej sytuacji, prezes UOKiK niewiele może zdziałać bowiem o tym, jaka może być maksymalna kara nakładana przez niego mówią jasno przepisy ustawy o ochronie konkurencji i konsumentów. Każdorazowo dokładna suma kary pieniężnej ustalana jest przez szefa UOKiK na podstawie okoliczności konkretnej sprawy. Art. 11 zawiera konkretne przesłanki w kwestii markowania wartości nakładanych kar, którymi ma on obowiązek się kierować. Wspomniane kryteria doprecyzowują wydane przez prezesa UOKiK w ubiegłym roku „Wyjaśnienia w sprawie ustalania wysokości kar pieniężnych za stosowanie praktyk naruszających zbiorowe interesy konsumentów”. Definiują one m.in. okoliczności obciążające, które wpływają na podwyższenie kary, a także okoliczności łagodzące.

Jakubiec jest zdania, iż w przypadku tak oczywistego naruszenia prawa kary powinny przewyższać korzyści osiągnięte przez nierzetelnych przedsiębiorców. Przecież chodzi o to, aby dla każdego było jasne, że łamanie prawa zwyczajnie się nie opłaca – mówi adwokat.

Proponuje również, aby zastosować bezpośrednią zależność między wartością kary a wykazanym przychodem osiągniętym dzięki nieuczciwym działaniom. Jego zdaniem kara mogłaby wynosić na przykład dwukrotność tego przychodu.

Jednak UOKiK takie rozwiązanie uznaje za problematyczne, ponieważ w takich sytuacjach istniałby kłopot z ustaleniem wysokości tak określonego przychodu przedsiębiorcy. Ponadto choć UOKiK przyznaje, że kara pieniężna powinna być dolegliwa i zniechęcająca dla przedsiębiorcy, to zaznacza jednocześnie, że jej założeniem nie jest też doprowadzenie do niewypłacalności przedsiębiorstwa.

Reasumując, nie można zapominać o konsumentach, którzy są tutaj poszkodowani, a w ocenie prawników, obecnie nakładane kary stanowią kpinę z poszkodowanych. Co więcej, najwyższa pora, aby rzecznicy praw konsumenta zaczęli wykorzystywać aktywność UOKiK i przekładali ją na indywidualnego konsumenta.

Joanna Walerowicz

limetka.pl

Posted in Biznes, Finanse, Niezbędnik przedsiębiorcy, Polska, Poradnik konsumenta, Prawo, Spółki, Startup, Wiadomości | Tagged , , , , , , , , ,