Limetka.pl – Portal Finansowy
GENERAL ELECTRIC+11.000123
SONY INC+125.10
SAMSUNG-25.10
APPLE INC-125.10
MICROSOFT-1.0068
GOOGLE-5.00631
YAHOO-22.244
NASDAQ-25.10
ENVATO+25.10
MET CREATIVE+107.600
TOTAL-0.4350
TOYOTA-0.0007
SIEMENS+0.0069
ASELSAN-1.0015
DOW JONES-140
S&P 500-41
GLOBAL DOW REALTIME-13.42

Kurs franka rośnie, a pomysłów na kredyty wciąż brak

Posted on 0

Na dobre skończyły się korzyści z niższej raty kredytu frankowego. Osoby spłacające zadłużenie w CHF wydają zdecydowanie więcej niż zadłużeni w złotych. Na dodatek nie mają szansy na pozbycie się bez strat mieszkań kupionych za walutowy kredyt. Mimo zachęt prezesa NBP pomysłów na rozwiązanie patowej sytuacji nie ma. Tymczasem kurs franka znów zaczął rosnąć.

Podczas marcowego Forum Bankowego prezes Narodowego Banku Polskiego Marek Belka zwrócił uwagę bankowcom, że kredyty walutowe są jak społeczna tykająca bomba. Nie dajmy się oszukać, że one nie mają żadnego znaczenia, że ludzie je spłacają, a wy jakoś sobie radzicie z finansowaniem tych kredytów. Nie możemy tak po prostu zostawić tego problemu na najbliższe 20 lat. Usiądźcie między sobą i zaproponujcie jakieś innowacyjne rozwiązanie. To nie jest problem, obok którego powinniśmy przejść obojętnie – cytował PAP prof. Marka Belkę. Na razie nie ma odzewu na prośbę szefa NBP. Tymczasem jak wynika z danych Komisji Nadzoru Finansowego kredyty w szwajcarskiej walucie po przeliczeniu na złote stanowiły na koniec czerwca niemal 40 proc. całej puli kredytów mieszkaniowych i były warte 133,2 mld zł. Spłaca je ponad pół miliona Polaków. Najwięcej osób zadłużyło się w 2007 i 2008 r., gdy średnie notowania szwajcarskiej waluty wynosiły odpowiednio 2,3 i 2,14 zł.

 

Sześć lat wcześniej frank był po 2 zł, dziś kosztuje ok. 3,5 zł

 

Jaki kredyt Pan/Pani wybiera w PLN z ratą 2130 zł czy we franku 1409 zł? – pytali udzielający kredytów mieszkaniowych w połowie 2008 r. klienta, który chciał pożyczyć 300 tys. zł na 30 lat. Dla trzech na czterech pytanych odpowiedź była oczywista, wybierali mniejszą ratę.

 

Dziś to zadłużony we franku, po przeliczeniu po aktualnym kursie wydaje na ratę opisywanego kredytu 1740 zł (z marżą 1,2 pkt proc.), gdyby spłacał złotowy miałby do oddania 1420 zł (z marżą 1 pkt proc.). Wiele wskazuje na to, że za chwilę nożyce pomiędzy wysokością rat złotowej i frankowej rozszerzą się bardziej. Gdy w Polsce zapowiada się kolejna obniżka stóp procentowych, to o spadku notowań franka od dłuższego już czasu nie ma mowy, a przy znikomej stawce LIBOR-u 3M CHF – 0,022 proc. główne znaczenie dla raty ma właśnie kurs CHF. Tymczasem napięta sytuacja polityczna i gospodarcza na świecie powoduje, że na rynku walutowym robi się coraz bardziej nerwowo. Tygodniowy wykres kursu CHF wygląda jak wspinaczka na szczyt, a notowania franka biją pięciomiesięczne rekordy zbliżając się do kursu 3,5 zł. Tyle ostatnio kosztował CHF w marcu, gdy Rosja zajmowała Krym.

 

Gdzie się zatrzyma notowanie CHF? Trudno przewidzieć. Z doświadczenia wiadomo jednak, przy jakim kursie franka robi się bardzo nerwowo na rynku kredytowym. Sporo stresu zarówno klienci jak i banki miały na początku sierpnia 2011 r., gdy notowania szwajcarskiego pieniądza przebiły 4 zł. Wówczas banki zaangażowane w frankowe kredyty zaczęły obmyślać awaryjne scenariusze na wypadek masowych problemów ze spłatą kredytów. Na szczęście klienci nie mieli okazji ich przetestować, bo wzrost notowań przyblokowała sprawna ingerencja Szwajcarskiego Banku Narodowego. Jej zwieńczeniem było wyznaczenie we wrześniu 2011 r. parytetu 1,2 franka za 1 euro, którego SNB cały czas broni.

 

Jakie polscy bankowcy mieli pomysły na kryzys, nie ujawniono. Banki nie kryły jednak, że prawdziwe problemy z obsługą kredytów mogłyby się pojawić przy kursie 4,5 zł. Dla opisywanej przez nas osoby, która rozpoczęła życie z kredytem frankowych od 1409 zł raty (700 CHF), frank po 4,5 zł oznaczałby wzrost raty do 2191 zł (486 CHF).

 

Za chwilę znikną całe oszczędności z różnicy w ratach

 

Osoba, która zaciągnęła kredyt w CHF w szczycie popularności szwajcarskiej waluty na 300 tys. zł pożyczyła niecałe 147 tys. CHF. Po 6 latach i dwóch miesiącach spłaty wydała na obsługę prawie 123,1 tys. zł (przy założeniu, że marża wynosi 1,2 proc.). Klient złotowy (z marżą 1 proc.) wydał 124,2 tys. zł. Po spektakularnych oszczędnościach z początkowego okresu nie ma śladu, po dwóch latach spłaty było to grubo ponad 6 tys. zł czyli ok. 15 proc. kwoty wydanej na obsługę. Około 6 tys. zł nadwyżki pozostało też w kieszeni po trzech i czterech latach. Dziś oszczędności klienta frankowego skurczyły się do 1,1 tys. zł i najpóźniej za cztery miesiące znikną.

 

A może by tak spłacić i zapomnieć?

 

O szybkim pozbyciu się frankowego problemu nie ma mowy. Zamknięcie kredytu oznacza ogromne straty. Osoba, która w połowie 2008 r. pożyczyła 300 tys. zł na mieszkanie w takiej cenie, kupiła od banku prawie 146,8 tys. CHF po 2 zł i 4 grosze. Dziś pozostało jej do oddania jeszcze blisko 121 tys. CHF, czyli 82 proc. kapitału. Po przeliczeniu tej kwoty po aktualnym kursie sprzedaży CHF, w jednym z aktywnych na rynku kredytów walutowych banku – 3,579 zł, okazuje się, że w złotych powinna zwrócić blisko 433 tys. zł. Jest to prawie o połowę więcej niż pożyczyła w 2008 r. Jeśli mieszkanie, w najlepszym przypadku zachowało cenę, opisywany klient powinien dołożyć do całej operacji z własnej kieszeni 133 tys. zł.

 

Halina Kochalska

Źródło: Open Finance

Posted in Bankowość, Finanse, Finanse osobiste, Inwestycje, Komentarze rynkowe, Polska, Wiadomości | Tagged , , , , , , , ,

Frank staniał, czy warto kupić go na zapas?

Posted on 1

Kurs franka szwajcarskiego spadł do poziomów, które ostatnio odnotowaliśmy w styczniu. Osoby, które spłacają kredyty w tej walucie zastanawiają się więc zapewne, czy jest to tylko chwilowa obniżka. Jeśli tak to warto skorzystać z okazji i kupić walutę na kilka najbliższych rat. Część ekonomistów wróży jednak dalszy spadek ceny franka. Co w takiej sytuacji zrobić? Zdaniem Expandera, jeśli mamy nieco oszczędności rozsądnym wydaje się zrobienie niewielkiego zapasu tej waluty. 

 

Wartość franka szwajcarskiego wyraźnie spadła w ostatnim czasie, co z pewnością cieszy osoby, które spłacają kredyty w tej walucie. Jeszcze trzy miesiące temu jego kurs zbliżał się do poziomu 3,50 zł, a obecnie wynosi jedynie 3,37 zł. Jest więc tańszy od ceny 3,40 zł, która od sierpnia 2012 r. stanowi swojego rodzaju granicę określającą franka jako drogiego lub taniego. Gdy kurs spadał poniżej tej wartości, zachęcaliśmy do kupowania większej ilości szwajcarskiej waluty. W ten sposób można było bowiem uniknąć podwyżek rat w okresach nagłych wzrostów kursu.

 

Obecnie sytuacja wydaje się jednak bardziej skomplikowana. Z jednej strony kurs niższy niż 3,40 zł kusi do odwiedzenia kantoru. Wielu ekonomistów jednak prognozuje dalsze umocnienie złotego w stosunku do szwajcarskiej waluty w tym roku. Pojawiają się nawet opinie, że frank może spaść poniżej 3,30 zł. Takich poziomów nie widzieliśmy od pierwszej połowy 2011 r. (nie licząc zaledwie kilku chwil w ubiegłym roku). Może więc lepszym rozwiązaniem jest kupienie tylko takiej ilości, jaką potrzebujemy na najbliższą ratę,
a z większymi zakupami czekać na jeszcze lepszy kurs?

 

Jednoznaczna odpowiedź na to pytanie jest trudna. Istnieje bowiem ryzyko, że niespodziewane wydarzenia polityczne, których nie brak w ostatnim czasie (np. ponowne zaostrzenie sytuacji na Ukrainie) spowodują, że kurs zamiast spaść – wzrośnie. Z tego względu wydaje się racjonalne, aby nie zwlekać, lecz kupić trochę franków na zapas. Jeśli jednak, zgodnie z prognozami, kurs będzie dalej spadał, to niestety zamiast zyskać możemy przepłacić. Dlatego zapas franków nie powinien być zbyt duży, najwyżej na 2-3 raty.

 

W sytuacji, w której kurs będzie kontynuował spadki, najlepszym wyjściem jest kupowanie coraz tańszych franków na bieżące raty. Te nabyte wcześniej powinniśmy natomiast zostawić na tzw. „czarną godzinę”. Za jakiś czas kurs ponownie może przecież wzrosnąć. Może się też zdarzyć miesiąc, w którym  będą czekały nas zwiększone lub niespodziewane wydatki. Wtedy nie będziemy musieli wydawać pieniędzy na kolejną ratę, tylko skorzystamy z kupionej wcześniej waluty.

 

Trzeba oczywiście dodać, że nie wszyscy spłacający kredyty we mogą kupować sobie walutę na zapas. Możliwość taką mają jedynie ci, którzy zrezygnowali z przeliczania rat przez bank i sami kupują walutę w kantorach tradycyjnych lub internetowych.  Dzięki temu mogą zyskiwać nie tylko na możliwość kupna większej ilości waluty, gdy kurs jest niski. Płacą też niższy spread walutowy, który jest rodzajem ukrytej prowizji. Kurs sprzedaży, po jakim kupujemy fanki, zawsze jest zawyżony o taką właśnie opłatę.
W bankach jest ona jednak dość wysoka, gdyż wynosi średnio ok. 3,3% (nadwyżka kursu sprzedaży ponad kurs średni), ale zdarzają się przypadki, gdzie jest to aż 5%. W kantorach czy kantorach internetowych taka prowizja jest zdecydowanie niższa, nierzadko jest to nawet mniej niż 0,5%. Tylko dzięki niższemu kosztowi wymiany można więc co miesiąc zaoszczędzić ok. 50 zł (przy racie na poziomie 500 CHF). Jeśli połączymy to z korzyściami, jakie niesie za sobą możliwość wyboru momentu zakupu waluty, to okaże się, że osoby, które zrezygnowały z bankowego przeliczania rat niejednokrotnie zaoszczędziły ponad 1 000 zł w przeciągu ostatnich dwunastu miesięcy.

 

Ile możemy zaoszczędzić samodzielnie kupując franki?

Spadek raty dzięki temu, że kurs
w kantorze jest niższy niż w banku
ok. 50 zł miesięcznie,czyli  600 zł rocznie
Oszczędność w sytuacji, gdy kupimy franki po 3,37 zł a później kurs rośnie do 3,45 zł ok. 40 zł w każdym takim przypadku

Dotyczy kredytu z ratą wynoszącą 500 CHF

Opracowanie: Expander Advisors

 

 

 Jarosław Sadowski

Główny Analityk firmy Expander

Źródło: Expander

Posted in Biznes, Europa, Finanse, Finanse osobiste, Forex, Inwestycje, Komentarze rynkowe, Niezbędnik przedsiębiorcy, Polska, Poradnik konsumenta, Wiadomości | Tagged , , , , , , ,