Limetka.pl – Portal Finansowy
GENERAL ELECTRIC+11.000123
SONY INC+125.10
SAMSUNG-25.10
APPLE INC-125.10
MICROSOFT-1.0068
GOOGLE-5.00631
YAHOO-22.244
NASDAQ-25.10
ENVATO+25.10
MET CREATIVE+107.600
TOTAL-0.4350
TOYOTA-0.0007
SIEMENS+0.0069
ASELSAN-1.0015
DOW JONES-140
S&P 500-41
GLOBAL DOW REALTIME-13.42

Sytuacja na Wschodzie spowalnia prace nad projektem budżetu

Posted on 0

Wicepremier i minister gospodarki, Janusz Piechociński powiedział, że projekt budżetu państwa na 2015 rok musi uwzględnić niekorzystny wpływ, jaki na gospodarkę Polski wywołują kłopoty w relacjach z Rosją. Z tego powodu projekt zostanie złożony w najpóźniejszym z możliwych terminów, które dopuszczalne są w Konstytucji RP.

W trakcie odbywającej się wczoraj konferencji prasowej wicepremier i minister gospodarki stwierdził, że projekt budżetu zostanie złożony w terminie wrześniowym. W jego opinii projekt powinien być złożony maksymalnie późno, po to, aby był w oparciu o jak najbardziej realne założenia.

Piechociński przewiduje, że w związku z kryzysem na Ukrainie, a także przez sankcje nałożone na Rosję, polska gospodarka może rozwijać się o 0,6 pkt. proc wolniej niż zakładały prognozy.

Według niego embargo na polską żywność (dotyczy to zarówno owoców, jak i wieprzowiny) spowoduje inflację w tym sektorze, która może zamienić się w deflację. Oznacza to, że Polska może funkcjonować w warunkach deflacji po raz pierwszy od dwudziestu kilku lat.

Wcześniejsze wypowiedzi wicepremiera wskazują na to, że w tym roku nasz eksport na Ukrainę może spaść o 40 proc., z kolei do Rosji – o 20 proc.

Z kolei ze wstępnych wyliczeń dokonanych przez analityków BNP Paribas wynika, że z powodu sankcji na Rosję, polski PKB może obniżyć się nawet o 0,4 pkt proc. w 2014 r. i 0,8 pkt proc. w 2015 r. Jest to efekt spadku głównie spadku eksportu. Dodano też, że niższy przyrost eksportu będzie miał także wpływ na import i popyt krajowy. Wskazano, iż rezultatem osłabienia eksportu będzie rozluźnienie rynku pracy, ponieważ na eksport składa się 45 proc. polskiego PKB. Gorsze warunki wokół eksportu mogą zmniejszyć popyt na siłę roboczą, mając negatywny wpływ na inwestycje przedsiębiorstw i spożycie gospodarstw.

Joanna Walerowicz

limetka.pl

Posted in Biznes, Finanse, Niezbędnik przedsiębiorcy, Polska, Prawo, Wiadomości | Tagged , , , , , , ,

Hipoteki: Polacy w ogonie Europy

Posted on 0

Zadłużenie polskich gospodarstw domowych z tytułu kredytów mieszkaniowych wynosiło na koniec czerwca 82,5 mld euro, o 2,3 proc. więcej niż na koniec 2013 r. Wskaźnik ten dla naszego kraju ciągle rośnie, ale w relacji do PKB zadłużenie hipoteczne Polaków wciąż jest niewysokie.

Łączne saldo kredytów hipotecznych w Polsce stanowi aktualnie 21 proc. produktu krajowego brutto wyrażonego w cenach rynkowych. To wartość podobna do Włoch, Słowacji, Czech, Łotwy i Chorwacji, ale na unijnym poletku znacząco poniżej przeciętnej. Jak wynika z danych Europejskiego Banku Centralnego przeanalizowanych przez Home Broker, unijna średnia to 43,1 procent. Z 27 przebadanych krajów Polska znajduje się na 21 miejscu pod względem poziomu zadłużenia z tytułu kredytów hipotecznych w relacji do produktu krajowego brutto.

ajwiększe długi w relacji do wielkości gospodarki mają Duńczycy, których zadłużenie z tytułu kredytów hipotecznych przekracza PKB. Jest to jednak sytuacja wyjątkowa, bo w kraju tym działa model zupełnie inny niż w pozostałych państwach. Bazuje on na sekurytyzacji kredytów hipotecznych w postaci listów zastawnych i od pewnego czasu Europejski Bank Centralny nie uwzględnia Danii w statystyce zadłużenia gospodarstw domowych z tytułu hipotek.

 

Zadłużenie gospodarstw domowych z tytułu kredytów hipotecznych w relacji do PKB

 2l9r4b7IGXe2F_2fba31ca

 

Źródło: Home Broker na podst. danych EBC i Eurostat

 

Poza Danią najwyższy poziom zadłużenia w odniesieniu do PKB ma Cypr. Jeszcze osiem lat temu wynosił on 33,7 proc., ale w ostatnich latach nastąpił dynamiczny wzrost i obecnie jest to 72,8 proc. Zadłużenie hipoteczne w przedziale 60-70 proc. mają Brytyjczycy, Holendrzy, Portugalczycy i Szwedzi.

 

Nowa Europa daleko za starą
Przyjrzenie się unijnym statystykom wyraźnie pokazuje, że mimo boomu kredytowo-mieszkaniowego z lat 2004-2008 kredytów hipotecznych mamy nadal niewiele, podobnie zresztą jak mieszkańcy innych krajów, które do UE wstąpiły dopiero niedawno. Dane EBC wskazują, że najwięcej kredytów mieszkaniowych jest, za wyjątkiem Cypru, w krajach „starej Unii”. W Bułgarii i na Węgrzech jest to około 11 proc., a w Rumunii najmniej w całej UE, 6,6 proc. Z krajów „starej Unii” najmniejszy poziom zadłużenia z tytułu kredytów mieszkaniowych występuje we Włoszech – jest to 23 proc.

 

Warto przy tym zwrócić uwagę, że w niektórych krajach świata finansowanie zakupu nieruchomości pieniędzmi banku jest bardzo mało popularny. Na przykład w Argentynie, Filipinach i Indonezji poziom zadłużenia z tytułu kredytów mieszkaniowych nie przekracza kilku procent PKB.

 

Łącznie, na koniec pierwszego półrocza 2014 r. mieszkańcy Unii Europejskiej byli z tytułu kredytów hipotecznych winni bankom 5,57 bln euro, o 32 mln euro więcej niż pół roku wcześniej i o 109 mln euro więcej niż rok wcześniej. Największa część tego zadłużenia przypada naturalnie na największe gospodarki UE: Wielką Brytanię (1,33 bln euro), Niemcy (1,03 bln euro) i Francję (0,85 bln euro). Zadłużenie mieszkańców trzech w/w krajów jest o 35 proc. wyższe niż łączne zadłużenie pozostałych 24 (bez Danii, która obecnie nie jest przez EBC ujmowana w tej statystyce).

 

Marcin Krasoń

Źródło: Home Broker

Posted in Europa, Finanse, Finanse osobiste, Inwestycje, Komentarze rynkowe, Nieruchomości, Polska, Świat, Wiadomości | Tagged , , , , , , , , , , ,

Bessa nie grozi małym i średnim spółkom

Posted on 0

Sytuacja na rynku małych i średnich firm coraz bardziej niepokoi inwestorów.Ma ona jednak raczej niewiele wspólnego z perspektywami naszej gospodarki.Choć tempo wzrostu PKB prawdopodobnie w najbliższym czasie wyhamuje, będzie to jedynie chwilowa zadyszka, która nie przeszkodzi w trwałej poprawie wyników spółek i notowań ich akcji.

 

Analizując sytuację i perspektywy segmentu małych i średnich firm warszawskiego parkietu, wypada zacząć od uświadomienia sobie dwóch istotnych faktów. Po pierwsze, obecne pogorszenie koniunktury, zarówno w przypadku mWIG40, jak i sWIG80 (obecnie MiS80) poprzedzone zostało trwającą niemal dwa lata hossą, niewrażliwą na oddziaływanie wielu negatywnych czynników, w tym także fundamentalnych. Po drugie, w ostatnim czasie widoczne są spore różnice między wskaźnikiem średnich spółek a indeksem maluchów, na korzyść tego pierwszego. Jednym z głównych czynników, za pomocą którego te różnice da się wyjaśnić, jest niższa płynność w przypadku firm najmniejszych i wynikająca z tego przypadkowość zmian kursów. Zniechęca ona także inwestorów, zarówno tych większych, instytucjonalnych, jak i indywidualnych. Z wyciąganiem poważniejszych wniosków, czyli doszukiwaniem się wzajemnych związków kondycji giełdowych „misiów” i gospodarki oraz obawami przed bessą, w takich warunkach lepiej zachować ostrożność.

 

Hossa małych i średnich spółek zaczęła się niemal jednocześnie, pod koniec 2011 r. W tym samym czasie dynamiczny rajd rozpoczął także WIG20, jednak zakończył się on już w pierwszych dniach lutego 2013 r., a więc trwał zaledwie nieco ponad miesiąc, po czym indeks zniżkował aż do końca maja, pogłębiając dołek z jesieni 2011 r. Analogiczna korekta w przypadku mWIG40 i MiS80 rozpoczęła się nieco później i miała znacznie bardziej łagodny przebieg. Późniejszy rajd indeksu blue chips imponował dynamiką, lecz bykom impetu starczyło jedynie do pierwszych dni 2013 r. Od tego czasu WIG20 tkwi w trendzie bocznym o wyraźnie zmniejszającym się zakresie wahań. Tymczasem wskaźniki małych i średnich firm mniej spektakularnie, ale za to znacznie bardziej konsekwentnie szły w górę aż do późnej jesieni 2013 r., a więc niemal rok dłużej niż WIG20. Dwuletnia hossa wyniosła w górę wskaźnik najmniejszych firm o ponad 80 proc., a mWIG40 zyskał w tym czasie 66 proc.

 

W październiku 2013 r. rozeszły się zresztą drogi mWIG40 i MiS80. Wskaźnik maluchów znalazł się w silnej tendencji spadkowej, w wyniku której stracił ponad 20 proc., a więc spełnił formalne kryterium bessy. Natomiast indeks średnich spółek wszedł w trend boczny, zniżkując w najgorszym momencie nieco ponad 9 proc. Jeszcze mocniej różnice są widoczne z tegorocznej perspektywy. mWIG40 od początku roku zyskuje prawie 1 proc., a MiS80 traci ponad 17 proc. Negatywne oddziaływanie czynników związanych z osłabieniem koniunktury gospodarczej dotknęłoby prawdopodobnie w podobnym stopniu oba te segmenty naszego rynku.

Warto też przypomnieć, że od maja 2011 r. z 7,3 do 2,3 proc. obniżono wysokość składki trafiającej do OFE. To ograniczenie popytowej siły funduszy emerytalnych, po początkowym załamaniu na warszawskim parkiecie, wskaźniki małych i średnich firm zniosły o wiele lepiej niż WIG20. Nie ma więc powodu, by obecną słabość małych i średnich spółek wiązać wyłącznie z kolejną drastyczną redukcją roli OFE na warszawskim parkiecie.

 

Drugie przypomnienie, warte uwagi to fakt, że w czwartym kwartale 2011 r. polska gospodarka osiągnęła szczyt cyklu koniunkturalnego, a dynamika PKB wyniosła 4,9 proc., po czym znalazła się na równi pochyłej, zakończonej dołkiem w pierwszych trzech miesiącach 2013 r. Cały okres pogarszania sytuacji gospodarczej małe i średnie spółki przetrwały w bardzo dobrej kondycji. Kolejnym interesującym zjawiskiem jest fakt, że moment przełomu w gospodarce mWIG40 i MiS80 czciły kolejną dynamiczną fazą zwyżki. Szczyt hossy misiów przypadł na okres przyspieszenia tempa wzrostu PKB i zbliżania się do jego lokalnego maksimum, niekoniecznie kończącego cykl, lecz sygnalizującego przejściowe osłabienie, analogiczne do tego z lat 2004-2005. Tyle, że tym razem wszystkie prognozy mówią o kontynuacji wzrostu przez kolejne dwa lata, co sugerowałoby szczyt gospodarczej koniunktury w 2016 r. Za wcześnie chyba, by misie już ten moment dyskontowały.

 

Choć patrząc na zestaw czynników zewnętrznych i rodzimych, można się spodziewać pogłębienia spadkowej tendencji na naszym parkiecie, nie ma raczej podstaw do formułowania wniosków o wejściu rynku w fazę bessy. Choć trudno też liczyć na dynamiczny rajd w górę, można oczekiwać, że warszawskie indeksy zakończą rok na poziomach wyższych niż obecne.

 

Roman Przasnyski

Źródło:  Open Finance

Posted in Biznes, Finanse, Giełda Papierów Wartościowych, Inwestycje, Komentarze rynkowe, Niezbędnik przedsiębiorcy, Polska, Spółki, Wiadomości | Tagged , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

Dzień Wolności Podatkowej – od 14. czerwca Polacy zarabiają na swoje

Posted on 0

W Polsce już po raz 21. obchodzony był Dzień Wolności Podatkowej. Od 1997 r. dzień ten wypada na okolice 20 czerwca. W bieżącym roku była to sobota  14. czerwca. Jaka jest symbolika tego dnia?

Otóż od tego dnia symbolicznie przeciętny Polak zaczyna zarabiać na siebie i swoją rodzinę. Oznacza to także, że w 2014 roku pracowaliśmy 165 dni na opłacenie państwowych danin.

Kilka dni temu na konferencji prasowej specjaliści z Centrum im. Adama Smitha poinformowali o swoich szacunkach, które dotyczą wyniku udziału sektora wydatków publicznych w PKB. Wynik ten w 2014 r. to 44,99 proc., co przekłada się na 165 dni pracy na wydatki rządu.

Dodatkowo, eksperci podali również, że wciąż daninami publicznymi najbardziej obciążone są takie sektory, jak: przedsiębiorczość, praca oraz świadczenia społeczne. Natomiast najniższe wpływy odnotowano z podatku VAT.

Jeden z ekspertów Centrum, Kamil Zubelewicz skomentował, że na obecny rok rząd określił mniejsze dochody niż na ubiegły. Przy podejmowaniu tej decyzji znaczenie miało uwzględnienie inflacji, co oznacza, że faktyczne dochody będą niższe. Jednocześnie stawki podatkowe nie zmieniły się. W takim wypadku rośnie bezrobocie i szara strefa.

Według Andrzeja Sadowskiego z Centrum im. Adama Smitha, polski system podatkowy jest nieefektywny. Jego zdaniem, jeżeli opodatkowanie pracy nie zostanie radykalnie zredukowane, nie uda się osiągnąć jednocyfrowej stopy bezrobocia.

Inny ekspert, Ireneusz Jabłoński, przypomniał, iż od 20 lat Centrum składa propozycję wdrożenia zmian do systemu podatkowego, tak aby mniej szkodził on temu, co jest źródłem bogactwa, czyli pracy.

Propozycja Centrum dotyczy zastąpienia podatku CIT, wytwarzającego wyższe koszty poboru niż przychody, podatkiem od sprzedaży, czyli kwoty netto na fakturze VAT ze stopą podatkową o wysokości 1 proc. Takie rozwiązanie uprościłoby system ściągania podatków i wyrównałoby szanse firm w konkurowaniu z międzynarodowymi koncernami.

Jabłoński stwierdził także, iż na miejsce PIT od różnych składek, Centrum proponuje wprowadzić jeden podatek od płac w wysokości 25 proc. wynagrodzenia netto. Ponadto stawka VAT byłaby taka sama za wyjątkiem obszarów, na których obowiązują regulacje Unii Europejskiej.

W ocenie Ireneusza Jabłońskiego, takie zmiany można by wdrożyć w trakcie roku, a zapewniłyby one istotną przewagę konkurencyjną naszego systemu podatkowego nad innymi.

Joanna Walerowicz

limetka.pl

Posted in Biznes, Finanse, Niezbędnik przedsiębiorcy, Polska, Prawo, Prawo podatkowe, Wiadomości | Tagged , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,