Limetka.pl – Portal Finansowy
GENERAL ELECTRIC+11.000123
SONY INC+125.10
SAMSUNG-25.10
APPLE INC-125.10
MICROSOFT-1.0068
GOOGLE-5.00631
YAHOO-22.244
NASDAQ-25.10
ENVATO+25.10
MET CREATIVE+107.600
TOTAL-0.4350
TOYOTA-0.0007
SIEMENS+0.0069
ASELSAN-1.0015
DOW JONES-140
S&P 500-41
GLOBAL DOW REALTIME-13.42

Trzeba przywyknąć do silnego dolara

Posted on 0

Ostatnie dwa lata przyzwyczaiły nas do słabości amerykańskiej waluty. Jednak od kilku miesięcy ta tendencja ulega wyraźnemu odwróceniu. Dolar idzie w górę i wszystko wskazuje na to, że będzie jeszcze droższy. Oznacza to spore zmiany dla wszystkich, od konsumentów, poprzez inwestorów, na firmach i gospodarkach kończąc.

 

Poprzedni szczyt siły amerykańska waluta osiągnęła w połowie 2012 r. Wówczas kurs euro wynosił 1,2 dolara, a na naszym rynku trzeba było za niego płacić 3,55 zł. Dollar Index, obrazujący moc dolara wobec sześciu głównych walut świata, osiągnął wartość 63 punktów dopiero w połowie 2013 r. W maju 2014 r., był o 16 proc. słabszy wobec europejskiej waluty, której kurs skoczył do 1,39 dolara, u nas staniał do 3 zł., czyli o 15 proc., a dolarowy indeks spadł o prawie 10 proc., do nieco poniżej 57 punktów.

 

Dolar długo pozostawał obojętny zarówno na sugestie dotyczące zakończenia ilościowego luzowania polityki pieniężnej przez Fed, które pojawiły się w wypowiedziach Bena Bernanke w połowie 2013 r., jak i na rozpoczęcie tego procesu. Dopiero coraz bardziej wyraźnie rysująca się perspektywa rozpoczęcia przez amerykańską rezerwę federalną cyklu podwyżek stóp procentowych spowodowała, że dolar zaczął dynamicznie zyskiwać na wartości. Do tej pory wobec euro i złotego umocnił się o 10 proc., a Dollar Index wzrósł o 7 proc.

 

Za kontynuacją tej tendencji przemawia nie tylko dążenie Fed do normalizacji polityki pieniężnej, możliwej wskutek poprawy kondycji amerykańskiej gospodarki, ale także przeciwstawne działania między innymi Banku Japonii i Europejskiego Banku Centralnego, które poprzez nadzwyczajne łagodzenie swej polityki zmierzają do pobudzenia swych gospodarek i uniknięcia deflacji, a w przypadku złotego, także Rady Polityki Pieniężnej. Nie oznacza to jednak, że dolar będzie szedł w górę nieprzerwanie, z taką dynamiką, jak w ostatnich miesiącach. Z pewnością będą zdarzały się w tej tendencji korekty, podobne do rozpoczętej w drugiej dekadzie października, jednak trzeba się przyzwyczaić do tego, że amerykańska waluta będzie jeszcze droższa.

 

Trudno prognozować, do jakiego poziomu dotrze dolar, ale przesłanki, stojące za jego umocnieniem są na tyle poważne, że można oczekiwać sporego ruchu w górę. Poprzedni szczyt z połowy 2012 r., czy w przypadku Dollar Index, z połowy 2013 r., wydają się jedynie najbliższym punktem docelowym. Jego osiągnięcie oznaczałoby w przypadku złotego wzrost kursu o 7,5 proc., a w całym, trwającym od połowy czerwca cyklu, dolar umocniłby się wobec naszej waluty o 18 proc. Choć skala ruchu wydaje się duża, nie byłaby niczym nadzwyczajnym.

 

W przeszłości wielokrotnie byliśmy świadkami podobnych, a nawet większych zmian. O 10 proc. dolar podrożał w okresie od lutego 2013 r. do końca czerwca 2013 r. Od lutego do czerwca 2012 r., a więc w ciągu zaledwie kilku miesięcy kurs dolara skoczył o ponad 15 proc., niemal taki sam ruch miał miejsce od listopada 2011 r. do pierwszych dni 2012 r. Warto przy tym zwrócić uwagę, że od czterech lat zwyżka kursu amerykańskiej waluty kończyła się w okolicach 3,5 zł (od 3,47 do 3,55 zł). W trakcie ostatnich dziesięciu lat dolar znalazł się wyżej tylko raz, w lutym 2009 r., czyli w czasie największego nasilenia globalnego kryzysu na rynkach finansowych. Wówczas dotarł do pułapu 3,91 zł., jednak powyżej wspomnianego maksimum (3,5 zł) przebywał zaledwie kilkanaście dni. W tej chwili dotarcie do tego kryzysowego poziomu wydaje się mało prawdopodobne, podobnie jak trwały powrót do wahań w przedziale 3,6-4,3 zł, w ramach których kurs dolara poruszał się od 2001 do połowy 2004 r., choć wśród obecnych prognoz można spotkać i takie jak sporządzona przez Barclays, zakładająca zwyżkę do 3,9 zł. do końca 2015 r.

 

Umacnianie dolara z punktu widzenia polskiego konsumenta oznacza presję na wzrost cen części importowanych dóbr konsumpcyjnych, w tym także trwałego użytku. Przykładem mogą być paliwa, w przypadku których spadek notowań ropy naftowej w sporej części będzie niwelowany właśnie przez wzrost cen sprowadzonego surowca, spowodowany zwyżką kursu dolara. Wzrost cen elektroniki, której większość importu rozliczna jest w dolarach, hamować może jedynie konkurencja między dystrybutorami. Generalnie droższy dolar będzie wpływał na ogólny wzrost cen, czyli będzie sprzyjał pobudzeniu inflacji, co powinno powstrzymać Radę Polityki Pieniężnej przez zbyt agresywnym obniżaniem stóp procentowych.

 

Perspektywa wzrostu notowań dolara powinna skłaniać inwestorów do większego zainteresowania kupnem instrumentów finansowych nominowanych w tej walucie. W ten sposób mogą korzystać nie tylko na zwyżce ich notowań, ale także osiągać zysk z różnic kursu walutowego. Sprzedając w przyszłości te aktywa, uzyskają z tego tytułu wyższą kwotę wyrażoną w złotych. Działanie tego mechanizmu widać bardzo dobrze na przykładzie złota. Od czerwca notowania kruszcu na giełdach obniżyły się 1245 do 1223 dolarów za uncję, czyli o prawie 2 proc. Jednocześnie licząc w złotych jego cena zwiększyła się o 8 proc., właśnie wskutek osłabienia się naszej waluty wobec dolara.

 

W przypadku firm korzyści z umacniającego się dolara powinni osiągnąć eksporterzy. Tu najlepszym przykładem może być KGHM, sprzedający miedź i srebro, rozliczane w amerykańskiej walucie. Mimo spadku cen tych surowców, wyższy kurs dolara powoduje, że w wyniki księgowane w złotych, mogą się poprawiać. Dotyczy to również wielu innych firm, eksportujących nie tylko surowce, ale wszelkie inne wyroby i usługi. Oczywiście w gorszej sytuacji znajdą się przedsiębiorcy importujący towary i komponenty za dolary. Według podobnego schematu na mocniejszym dolarze skorzystać może cała nasza gospodarka, poprzez wzrost konkurencyjności eksportu, wspierającego dynamikę PKB.

 

 Roman Przasnyski

Źródło: Open Finance

Posted in Biznes, Finanse, Finanse osobiste, Forex, Giełda Papierów Wartościowych, Inwestycje, Komentarze rynkowe, Polska, Surowce, Świat, Wiadomości | Tagged , , , , , , , , , , , , , ,

Polacy boją się inwestowania na rynku forex

Posted on 0

Świadomość Polaków dotycząca walutowego rynku forex jest bardzo niska, a opinia o nim negatywna. Sytuacji tej nie zmienia fakt, że wielu Polaków, np. posiadacze kredytów we frankach, jest z tym rynkiem nieświadomie związanych. Profesjonalnie foreksem zajmuje się w naszym kraju niewiele osób, choć powoli zaczyna się to zmieniać.

 

– Forex jest w Polsce demonizowany, co jest moim zdaniem bardzo szkodliwe – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Max Idzik z Traders Centre. Jego zdaniem świadomość dotycząca funkcjonowania tego rynku i inwestowania na nim jest w Polsce bliska zera.

 

– Większość ludzi po prostu się go boi. Porównanie, jakie mam z krajów azjatyckich, stawia polskie społeczeństwo gdzieś w prehistorii pod względem znajomości rynków. Grupa ludzi, która się zajmuje nimi na poważnie, jest bardzo mała. Oznacza to, że mamy dużą przestrzeń do działania i edukacji – dodaje Idzik.

 

Jak przekonuje, szanse zarobku na foreksie są większe niż na rynku giełdowym. – Akcje WIG-u ruszają się dziennie o 20-30 punktów – mówi.  – Tymczasem na foreksie z kilkudziesięciu par, którymi możemy operować, mamy po 100150 punktów. Oznacza to, że możemy tam zarobić pięć razy więcej. Nie znaczy to, że nie ma tam pułapek, jednak można nauczyć się je omijać. Temu m.in. służy edukacja finansowa.

 

Podstawową pułapką jest tzw. lewar, czyli dźwignia. Oznacza to, że zarówno zyski, jak i straty mogą wielokrotnie przekroczyć zainwestowaną kwotę. Oblicza się, że dzienne obroty na światowym rynku forex to 5,5 biliona dolarów.

 

Dolar bierze udział w 87 proc. wszystkich transakcji na foreksie, a euro  w 33 proc. Dla porównania polski złoty uczestniczy w&nb sp;0,7 proc. operacji. Jak przekonuje Idzik, są one najbardziej płynne, w związku z czym zrealizowanie zysku, czyli sprzedaż, jest możliwa w każdym momencie, najbardziej dla inwestora dogodnym.  – Zamierzamy promować instrumenty takie jak indeksy, a także oferować strategie dla osób, którzy traktują grę na foreksie jako główne źródło dochodów i przeznaczają na nią cały dzień pracy – mówi Idzik.

 

Forex to międzynarodowy rynek transakcji walutami. Nie ma on jednego punktu centralnego  składają się nań transakcje walutowe dokonywane w najróżniejszych miejscach świata. Ponieważ nie ma jednego centrum, takiego jak giełda, to rynek ten jest czynny non stop. Decentralizacja ta nie jest jednak nieograniczona: kluczową rolę na rynku forex odgrywają największe światowe banki, które są połączone elektroniczną siecią i tworzą rynek międzybankowy Interbank. Dostarczają one produkty finansowe i& nbsp;samą walutę podmiotom takim, jak brokerzy czy inne instytucje finansowe. Te z kolei współpracują z innymi graczami klientami indywidualnymi i biznesowymi. Potencjalne zyski na rynku są znaczne, jednak eksperci zwracają także uwagę na ponadprzeciętne ryzyko związane z inwestowaniem na foreksie.

 Źródło:  newseria.pl

Posted in Biznes, Europa, Finanse, Finanse osobiste, Forex, Inwestycje, Polska, Świat, Wiadomości | Tagged , , , , , , , , , , ,

Frank staniał, czy warto kupić go na zapas?

Posted on 1

Kurs franka szwajcarskiego spadł do poziomów, które ostatnio odnotowaliśmy w styczniu. Osoby, które spłacają kredyty w tej walucie zastanawiają się więc zapewne, czy jest to tylko chwilowa obniżka. Jeśli tak to warto skorzystać z okazji i kupić walutę na kilka najbliższych rat. Część ekonomistów wróży jednak dalszy spadek ceny franka. Co w takiej sytuacji zrobić? Zdaniem Expandera, jeśli mamy nieco oszczędności rozsądnym wydaje się zrobienie niewielkiego zapasu tej waluty. 

 

Wartość franka szwajcarskiego wyraźnie spadła w ostatnim czasie, co z pewnością cieszy osoby, które spłacają kredyty w tej walucie. Jeszcze trzy miesiące temu jego kurs zbliżał się do poziomu 3,50 zł, a obecnie wynosi jedynie 3,37 zł. Jest więc tańszy od ceny 3,40 zł, która od sierpnia 2012 r. stanowi swojego rodzaju granicę określającą franka jako drogiego lub taniego. Gdy kurs spadał poniżej tej wartości, zachęcaliśmy do kupowania większej ilości szwajcarskiej waluty. W ten sposób można było bowiem uniknąć podwyżek rat w okresach nagłych wzrostów kursu.

 

Obecnie sytuacja wydaje się jednak bardziej skomplikowana. Z jednej strony kurs niższy niż 3,40 zł kusi do odwiedzenia kantoru. Wielu ekonomistów jednak prognozuje dalsze umocnienie złotego w stosunku do szwajcarskiej waluty w tym roku. Pojawiają się nawet opinie, że frank może spaść poniżej 3,30 zł. Takich poziomów nie widzieliśmy od pierwszej połowy 2011 r. (nie licząc zaledwie kilku chwil w ubiegłym roku). Może więc lepszym rozwiązaniem jest kupienie tylko takiej ilości, jaką potrzebujemy na najbliższą ratę,
a z większymi zakupami czekać na jeszcze lepszy kurs?

 

Jednoznaczna odpowiedź na to pytanie jest trudna. Istnieje bowiem ryzyko, że niespodziewane wydarzenia polityczne, których nie brak w ostatnim czasie (np. ponowne zaostrzenie sytuacji na Ukrainie) spowodują, że kurs zamiast spaść – wzrośnie. Z tego względu wydaje się racjonalne, aby nie zwlekać, lecz kupić trochę franków na zapas. Jeśli jednak, zgodnie z prognozami, kurs będzie dalej spadał, to niestety zamiast zyskać możemy przepłacić. Dlatego zapas franków nie powinien być zbyt duży, najwyżej na 2-3 raty.

 

W sytuacji, w której kurs będzie kontynuował spadki, najlepszym wyjściem jest kupowanie coraz tańszych franków na bieżące raty. Te nabyte wcześniej powinniśmy natomiast zostawić na tzw. „czarną godzinę”. Za jakiś czas kurs ponownie może przecież wzrosnąć. Może się też zdarzyć miesiąc, w którym  będą czekały nas zwiększone lub niespodziewane wydatki. Wtedy nie będziemy musieli wydawać pieniędzy na kolejną ratę, tylko skorzystamy z kupionej wcześniej waluty.

 

Trzeba oczywiście dodać, że nie wszyscy spłacający kredyty we mogą kupować sobie walutę na zapas. Możliwość taką mają jedynie ci, którzy zrezygnowali z przeliczania rat przez bank i sami kupują walutę w kantorach tradycyjnych lub internetowych.  Dzięki temu mogą zyskiwać nie tylko na możliwość kupna większej ilości waluty, gdy kurs jest niski. Płacą też niższy spread walutowy, który jest rodzajem ukrytej prowizji. Kurs sprzedaży, po jakim kupujemy fanki, zawsze jest zawyżony o taką właśnie opłatę.
W bankach jest ona jednak dość wysoka, gdyż wynosi średnio ok. 3,3% (nadwyżka kursu sprzedaży ponad kurs średni), ale zdarzają się przypadki, gdzie jest to aż 5%. W kantorach czy kantorach internetowych taka prowizja jest zdecydowanie niższa, nierzadko jest to nawet mniej niż 0,5%. Tylko dzięki niższemu kosztowi wymiany można więc co miesiąc zaoszczędzić ok. 50 zł (przy racie na poziomie 500 CHF). Jeśli połączymy to z korzyściami, jakie niesie za sobą możliwość wyboru momentu zakupu waluty, to okaże się, że osoby, które zrezygnowały z bankowego przeliczania rat niejednokrotnie zaoszczędziły ponad 1 000 zł w przeciągu ostatnich dwunastu miesięcy.

 

Ile możemy zaoszczędzić samodzielnie kupując franki?

Spadek raty dzięki temu, że kurs
w kantorze jest niższy niż w banku
ok. 50 zł miesięcznie,czyli  600 zł rocznie
Oszczędność w sytuacji, gdy kupimy franki po 3,37 zł a później kurs rośnie do 3,45 zł ok. 40 zł w każdym takim przypadku

Dotyczy kredytu z ratą wynoszącą 500 CHF

Opracowanie: Expander Advisors

 

 

 Jarosław Sadowski

Główny Analityk firmy Expander

Źródło: Expander

Posted in Biznes, Europa, Finanse, Finanse osobiste, Forex, Inwestycje, Komentarze rynkowe, Niezbędnik przedsiębiorcy, Polska, Poradnik konsumenta, Wiadomości | Tagged , , , , , , ,